Filmik: na rozkaz trenera personalnego rozwalam sobie dno miednicy. Żartuję, moje dno miednicy miało się i nadal ma się świetnie, mimo słusznego wieku, dwóch ciąż, dwóch porodów drogami natury i nieodpowiedzialnych martwych ciągów.
Ogarnęło
mnie ogromne zdumienie. Jest to wypowiedź zupełnie z innego „uniwersum”, niż to
w którym ja funkcjonuję. Przez lata zajmowałam się, niestety bezskutecznie,
promowaniem zdrowia, czyli aktywności fizycznej wśród kobiet w ciąży. Podnoszę
ciężary na siłowni i znam, jako użytkowniczka, pracę trenerów personalnych.
Lekarz,
co zrozumiałe, zajmuje się chorobami, co w pewnym sensie wyjaśnia doszukiwanie się patologii, ale niekoniecznie usprawiedliwia. Ten konkretny lekarz nie jest kobietą. Co
do reszty, to oczywiście wyłącznie moje spekulacje, ale wydaje mi się, że autor
przesłania do trenerów nie chodzi na siłownię, bo po prostu nie nakręciłby
takiego filmiku. Nie wie jak pracują trenerzy personalni, co nie przeszkadza mu
być bardzo protekcjonalnym, autorytarnym, powiedziałabym, że niegrzecznym (tak
to w każdym razie odbieram).
Co mi
się w filmiku nie podoba? Wszystko J
Po
pierwsze, można odnieść wrażenie, że masowy kobiecy problem z nietrzymaniem
moczu i innymi dysfunkcjami dna miednicy jest spowodowany przez
nieodpowiedzialnych trenerów personalnych. W mojej rzeczywistości problemy te
są spowodowane brakiem jakiejkolwiek aktywności kobiet ogólnie, a w ciąży w szczególności
(nawiasem mówiąc, bardzo często koledzy po fachu autora filmiku zniechęcają
zdrowe pacjentki do aktywności w ciąży, ale nie popadajmy w dygresje).
Nieetycznym
wydaje mi się więc zniechęcanie tej garsteczki kobiet, które ćwiczą (chociaż one
i tak się dadzą zniechęcić, ale może te, które by trochę chciały, a boją
się - spasują…)
Po
drugie, trochę mi się łza w oku kręci, że nikt, nawet żaden doktor na
Instagramie, nie pochylił się z troską nade mną (i tysiącami innych kobiet),
kiedy miesiącami codziennie wnosiłam na bardzo wysoki parter głęboki wózek z
niemowlakiem w środku oraz torbą z wyposażeniem niemowlęcym. To było
zdecydowanie więcej niż 5 kg (sam niemowlak tyle waży), co więcej był to ciężar
niespecjalnie zaprojektowany do wnoszenia „pod pachą”, dźwigany niefizjologicznie,
nie było „przestrzeni” na poprawną postawę, oddech, itd. jak na siłowni.
My
kobiety, a szczególnie matki małych dzieci (albo niepełnosprawnych dzieci albo
opiekunki chorych rodziców albo pracujące fizycznie w fabrykach, sklepach, itd.)
codziennie podnosimy ciężary. To jest nie do uniknięcia. Za to najlepsze, co
możemy zrobić, to się do tego przygotować. Gdzie? Na, odsądzanej przez pana
doktora od czci i wiary, siłowni. Tam możesz wzmocnić ciało i nauczyć się
prawidłowej techniki podnoszenia.
No i
tu przechodzimy do punktu trzeciego. Nie mogę odpowiadać za całą branżę
trenerów personalnych. Nie sądzę jednak, żeby któryś powiedział: „Pierwszy raz
na siłowni? Świetnie, to weź te X kg i podnieś jakkolwiek z ziemi”. Tak nie
wyglądają treningi personalne (wiem, bo chodzę na nie, a nie tylko sobie je
wyobrażam). Zanim pozwolono mi cokolwiek podnieść w martwym ciągu, to najpierw
ćwiczyłam go „na sucho”, tzn. udając, że trzymam sztangę. Potem stopniowano
obciążenie. Pisząc „stopniowanie” mam na myśli zwiększanie obciążenia na
kolejnych treningach (a nie w kolejnych minutach pierwszego spotkania) wraz ze
wzrostem siły i umiejętności. Poza tym, żartuję sobie z moimi trenerami, że
ćwiczenia siłowe, bardziej wykańczają mnie intelektualnie niż fizycznie. Konieczność
myślenia o tych wszystkich pozycjach, wdechach, wydechach, wypchnięciach
klatek, dużych palcach stopy, o tych wszystkich niżej –wyżej, wolniej-
szybciej, uff… Zawsze żartuję mówiąc: „Przecież nie mogę równocześnie robić
wydechu, myśleć o stopie i prawidłowo trzymać sztangę!”
Zastanawiam
się też jak wypowiedź doktora ma się do coraz częstszych doniesień, że trening
siłowy jest niezbędny do tego, aby zachować masę mięśniową, która bez takiego
treningu znika już po trzydziestym roku życia? I że taki trening jest
szczególnie ważny w okresie pre/meno/postmenopauzalnym? Jak ćwiczyć siłowo z obciążeniem
mniejszym niż 5 kg? To będzie wtedy trening cardio, a nie siłowy J (doktor mówi o podnoszeniu z
ziemi tych 5 kg, ale nie bardzo wyobrażam sobie kompleksowy trening siłowy bez
podnoszenia czegoś z ziemi, trzeba by wyeliminować mnóstwo ćwiczeń. W sumie co
by zostało? Rozbudowa klatki piersiowej i ramion? Nam kobietom, chyba niespecjalnie
na tym zależy. Poza tym pomijanie w treningu mięśni od klatki piersiowej w dół
jest chyba mocno nierozsądne.).
Oczywiście
jest prawdą, że robiąc martwy ciąg można sobie uszkodzić dno miednicy, ale to
będzie wynikać raczej z jakiegoś naszego niedopatrzenia, przeszarżowania, itd.
a nie ćwiczenia jako takiego. Poza tym dno miednicy można też sobie osłabić np.
półleżąc całymi dniami w głębokim fotelu. Podkreślę też jeszcze raz to od czego
zaczęłam: niesprawne dno miednicy to jest problem epidemiologiczny wśród kobiet
unikających jakiejkolwiek aktywności fizycznej, a nie wśród garstki (w skali
całej populacji) kobiet, które rekreacyjnie podnoszą ciężary.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz