Stowarzyszenie na Rzecz Wspierania Kobiet "Dbamy o Mamy"

sobota, 28 marca 2020

SPIS TREŚCI

(166) Oddychanie porodowe.

(165) Niespodziewane korzyści z aktywności fizycznej w ciąży.

(164) Co robi z człowiekiem przerwa w ćwiczeniach :-).

(163) Postanowienia noworoczne i trochę ciekawych książek.

(162) Nie leż w czasie porodu! Ciąg dalszy.

(161) To można rodzić inaczej niż leżąc na plecach?

(160) Stowarzyszenie w Biuletynie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej

(159) O co chodzi z tym dnem miednicy?

(158) "Radość rodzenia. Rozmowy o ciąży i porodzie"

(157) Wywoływanie porodu ćwiczeniami.

(156) Zaświadczenia lekarskie dla ćwiczących ciężarnych.

(155) To poród nie jest wydarzeniem wyłącznie medycznym?

(154) Nie mogę ćwiczyć, bo mi się szyjka skraca.

(153) Fragmenty książki dla ciężarnych i specjalistów o aktywności fizycznej w ciąży.

(152) "Przećwicz ciążę" już w sprzedaży.

(151) Wpływ aktywności fizycznej na laktację.

piątek, 20 marca 2020

(166) Oddychanie porodowe

Tym razem chciałabym Wam przedstawić dość niekonwencjonalne podejście do kwestii oddychania w czasie porodu. Moim zdaniem coś takiego nie istnieje. Ok, żartuję, ale nie do końca. Wierzę w to, że w idealnym świecie, tzn.takim gdzie wszystkie byłybyśmy np. wytrawnymi joginkami, uczenie się oddychania porodowego nie miałoby racji bytu. Rodziłabyś i oddychała w optymalny sposób, nie zastanawiając się nad tym. Jeśli np. trenujesz bieganie, to nie myślisz przecież czegoś w stylu: "Aha, pokonałam tyle i tyle metrów, czas przyspieszyć oddech, zaktywizować przeponę i włączyć mięśnie międzyżebrowe". A kiedy korzystasz z masażu kamieniami, to nie kombinujesz: "Zaczynam się relaksować, zwolnię oddech i wydłużę wydech". To się po prostu dzieje.

Nie żyjemy w idealnym świecie i dlatego i pewnych technik trzeba się nauczyć. Jednak musimy sobie zdawać sprawę z tego, że oddychanie zależy od wielu różnych rzeczy nawet takich jak poziom hormonów czy nasza dieta.Tu jednak chciałabym najbardziej zwrócić Waszą uwagę na kwestie biomechaniczne: postawę, napięcia w ciele, naszą sprawność, "jakość" dna miednicy, itd.
Wydaje mi się, że ćwiczenie jakiejś konkretnej techniki w oderwaniu od wymienionych wyżej elementów nie będzie skuteczne. To tak jakby trenować bieganie na szpilkach w wąskiej spódnicy po kocich łbach. Niby biegnę, ale czy to prawdziwe bieganie? Analogicznie, jeśli np. garbię się, unikam wszelkiej aktywności fizycznej i "kolekcjonuję" napięcia w klatce piersiowej, to jedna pogadanka o oddychaniu w szkole rodzenia albo co gorsza polecenia wydawane na sali porodowej niewiele wniosą. Tzn. na poziomie psychicznym pewnie tak (poczucie bycia zaopiekowaną, poczucie sprawczości), ale czy będą to też korzyści fizjologiczne? Śmiem wątpić.

Pomarudziłam, a teraz pewnie zapytacie, co w takim razie proponuję? Proponuję kompleksowe podejście do oddychania, czyli zamiast skupiać się na jakiejś technice przygotujmy najpierw ciało do oddychania:
1) Zażywajmy ruchu, najlepiej na świeżym powietrzu (choć to w obecnej sytuacji trudne),
2) Pamiętajmy o prawidłowej postawie (o tym będzie w innym odcinku),
3) Ćwiczmy klatkę piersiową (otwierajmy, skręcajmy, pochylajmy, róbmy skłony).
4) Ćwiczmy przeponę - dmuchajmy choćby wirtualne balony, zdmuchujmy świeczki, poszukajmy innych "logopedycznych" ćwiczeń.

Być może po takim regularnym treningu zbliżymy się do idealnego świata opisanego w pierwszym akapicie, a jeśli nie to lepiej zrozumiemy i wykonamy różne konkretne ćwiczenia oddechowe.



piątek, 21 lutego 2020

(165) Niespodziewane korzyści z aktywności fizycznej w ciąży


Lubimy "kolekcjonować" różnego rodzaju korzyści z aktywności fizycznej w ciąży. Im bardziej niespodziewane, tym lepiej. No bo np. takie jak lepsza kondycja, dobre samopoczucie, mniejsze prawdopodobieństwo tycia, to oczywistość i banał. Ludzie się już osłuchali i puszczają mimo uszu. Musimy szukać czegoś co zaciekawi, zmusi do refleksji, a w konsekwencji zachęci (mamy zawsze nadzieję...) do regularnej aktywności.

W kolekcji mamy np. takie korzyści:
- ćwiczenia wpływają na sprawność łożyska - co szczególnie istotne w jakiś sytuacjach kryzysowych, wypadkach, itd. - lepsze łożysko może uratować dziecko,
- ćwiczenia wpływają na zmysły, motorykę, a nawet ... inteligencję dziecka,
- ćwiczenia zwiększają szansę uniknięcia drobnych asymetrii, nieprawidłowości u dziecka,
- ćwiczenia zwiększają szansę na poród w terminie (to, że nie przenosisz ciąży, ale też nie urodzisz zbyt wcześnie), 
- ćwiczenia zwiększają szansę na to że dziecko ułoży się optymalnie do porodu.
O takich korzyściach możesz poczytać w wydanej przez Stowarzyszenie książce "Przećwicz ciążę"("tłumaczenie "Exercising Through Your Pregnancy")
https://www.stowarzyszenie.dbamyomamy.org.pl/index.php/component/k2/item/537-ksiazka-przecwicz-ciaze-juz-w-sprzedazy.html

Ostatni czas spowodował, że do naszej kolekcji dodałyśmy jeszcze coś. Otóż, dziewczyny, które regularnie ćwiczyły w ciąży teraz mają lepszą odporność niż koleżanki unikające rucha jak ognia. No i są lepiej przygotowane do samodzielnego porodu, tzn.bez osoby towarzyszącej, co podobno już wymusiła sytuacja epidemiologiczna, a jeśli nie, to pewnie lada chwila wymusi. Jeśli ćwiczyły naprawdę regularnie, to zapewne przełożyło się też na ich większy spokój emocjonalny...

One wygrały, jeśli tak można powiedzieć w tak trudnej sytuacji. Są zupełnie w innym miejscu niż np. pani Magda, która była tylko kilka razy w szkole rodzenia, a nawet wtedy wybierała tylko tematy niewymagające jej zaangażowania typu "Jak spakować torbę do szpitala" albo Ewa, dla której ciąża to były zakupy, zakupy. Naprawdę nie warto poświęcać 16 godzin na poszukiwanie dziecięcego kocyka we flamingi. Można je spędzić sensowniej.

czwartek, 2 stycznia 2020

(164) Co robi z człowiekiem przerwa w ćwiczeniach :-)




Zacznę od osobistego wyznania, ale zaraz będzie ogólnie i o ciąży :-)

Niedawno miałam przymusową trzytygodniową przerwę od ćwiczeń. Najpierw przeze mnie i moją rodzinę przetoczyła się grypa żołądkowa (tak się wywnętrzam, żebyście wiedziały, że to naprawdę nie wagary, tylko siła wyższa). Potem wyjechaliśmy na ferie (spacerów nie uważam za ćwiczenia, a "pilatesów" tam nie było :-) ).

W każdym razie te trzy tygodnie zadziałały na mnie destrukcyjnie, mimo że:
- to tylko trzy tygodnie,
- nie jestem w ciąży,
- generalnie dużo się ruszam, a to była naprawdę wyjątkowa sytuacja w skali roku.

Od razu odczułam, że jestem słabsza. Po tej przerwie nie odważyłam się iść od razu na wymagające zajęcia pt."Powięź", zaczęłam spokojnie od jogi i "Zdrowego kręgosłupa". Poza tym zauważyłam pewną sztywność w swoim ciele :-) Jasne, że nie była to jakaś spektakularna "zapaść", ale ja widziałam zmianę na gorsze, a to pozwólcie, że powtórzę:
- były tylko trzy tygodnie przerwy,
- nie jestem w ciąży,
- generalnie się ruszam.

To taki tylko felietonowy przykład, bo nie chodzi przecież o mnie - po prostu tak to działa.
2-3 tygodnie przerwy w jakimkolwiek sporcie powodują niekorzystne zmiany.
Czasem mniejsze, czasem większe, bardziej czy mniej mierzalne, ale one zawsze się pojawią.

Do czego zmierzam? Do tego, co z uporem maniaczki powtarzam na każdych zajęciach szkoły rodzenia, a co po tych trzech tygodniach poczułam: przyszła mama, która ćwiczy przez całą ciążę 1-2 razy w tygodniu jest totalnie w innym miejscu niż jej unikająca ruchu koleżanka.
I to pod każdym względem: siły, mobilności, świadomości ciała, itd.

Ciąża to nie trzy tygodnie, tylko 13 razy dłużej.
Na to nakładają się zmiany ciążowe - "biomechaniczne", zwiększona masa, itd.

Jeśli trzy tygodnie przerwy powodują pogorszenie sprawności, to same pomyślcie co się wydarzy po czasie trzynaście (!!!) razy dłuższym.

Na koniec jeszcze jedna anegdota. Kiedyś byłam świadkiem rozmowy przyszłej mamy z położną. Mama była w 39 tygodniu ciąży, kiedy zażądała od położnej, żeby to ona była przy jej porodzie. Tak, zażądała, celowo użyłam tego słowa, powiedziałabym nawet, że pani była agresywna. Miała jasno sprecyzowane oczekiwania: urodzi w pozycji wertykalnej, bez znieczulenia i nacięcia krocza z tą właśnie położną, bo takie ma żądanie. Położna powiedziała, że to raczej nie jest możliwe, bo umawia się ze swoimi rodzącymi przed 30 tygodniem ciąży, ale dla porządku zapytała jeszcze przyszłą mamę czy przygotowywała się fizycznie do porodu. Mama odpowiedziała, że ćwiczyła regularnie ... przed ciążą i to sprawi, że świetnie urodzi.

To naprawdę tak nie działa, ani agresja (mylona zapewne ze stanowczością...), ani świetna położna, ani pobożne życzenia porodowe nie zastąpią regularnego, długotrwałego przygotowania fizycznego.