(92) Z astmą też można ćwiczyć w ciąży, czyli relacja Ani
Ja 'wypchnęłam' na świat moją córkę 28 maja. Mimo różnych
nieprzychylnych opinii zdecydowałam się na poród na owianej złą sławą
"Polnej", która zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie swoim profesjonalizmem
i fachową opieką.
W skrócie o moim porodzie: pierwsze skurcze
zaczęły się o 3:00 nad ranem 27.05. Od tego czasu podjęłam aktywną
"walkę" o przyspieszenie akcji porodowej i kolejne cm rozwarcia. Rano ok
8.00 zjedliśmy z narzeczonym śniadanie i poszliśmy z psem na spacer. Po
powrocie do domu zrobiłam sobie ciepłą kąpiel i postanowiłam czekać na
rozwój sytuacji. Dzień upłynął bardzo aktywnie, od przysiadów na
skurczu, do skakania na piłce oraz masażu dolnej części pleców-tu swoją
rolę spełniał mój narzeczony. Wszystko rozwijało się jednak bardzo
powoli bo gdy skurcze stały się baaaardzo bolesne (co 5minut) i
pojawiliśmy się w szpitalu ok godziny 20:00 miałam zaledwie 1cm
rozwarcia, a główka była jeszcze bardzo wysoko. Szczęśliwe zakończenie
miało miejsce o 2:44 następnego dnia. 28.05.2014r. przyszła siłami
natury na świat moja córka Zofia. O godzinie 10:00 rano byłam już
wykąpana i pomalowana. Czułam się jakby mnie ktoś naładował pozytywną
energią, a duma rozpiera mnie do tego stopnia, że mogłabym skakać z
radości. Po wyjściu ze szpitala w piątek (30 maja) wyszłam na pierwsze
zakupy, spacer z psem, a dom błyszczał od okien po najmniejszy
zakamarek.
DBAMY O MAMY!
Dziękuję za te ponad pół roku intensywnych ćwiczeń, ale również za pozytywną energię, masę uśmiechu i wielki worek endorfin!
Moja
determinacja i chęci pokazały, że mama astmatyczka też może (powinna)
dbać o kondycję fizyczna nie tylko w ciąży ale również przed i po niej
(dzisiaj zaczęłam pierwszą serię ćwiczeń w połogu), od poniedziałku ;)
planuję bieganie i basen.
Dbamy o mamy jeszcze raz wielkie dzięki dla Pani Danki, Ani i Kasi!!!
Do zobaczenia przy kolejnej ciąży :)
Ania i Zosia
Od ćwiczenia się nie rodzi, to bezczynność szkodzi!
Stowarzyszenie na Rzecz Wspierania Kobiet "Dbamy o Mamy"
piątek, 27 czerwca 2014
czwartek, 19 czerwca 2014
(91) Relacja Magdy - "podwójnej" klientki
Tym razem relacja Magdy, która ćwiczyła z nami już po raz drugi i to w krótkim odstępie czasu. Magda poleca szpital Raszei.
"Witam wszystkie obecne i przyszłe Mamy oraz Panie Instruktorki!!!
Chciałam poinformować, że mój Synek - Rysiu przyszedł na świat 26 kwietnia czyli dokładnie w moje urodziny (Aniu, przepowiedziałaś to!!!) :-)
Chociaż z przyczyn zdrowotnych nie mogłam przychodzić na zajęcia od 33 tygodnia ciąży, to poród przebiegł sprawnie i szybko. Po tym jak lekarz zakazał mi ćwiczyć byłam załamana, ale napisałam do Ani i ona poradziła mi abym wykonywała chociaż część ćwiczeń - tych, które nie stwarzały zagrożenia. Ćwiczyłam więc i ... oczywiście nic się nie stało :-)
Pierwsze, regularne skurcze zaczęły się ok. godz. 14.00 w sobotę 26 kwietnia. Rano tego dnia czułam już, że coś się święci, gdyż zauważyłam czop śluzowy. Postanowiłam więc porządnie się najeść i czekać na rozwój sytuacji :-) O 17.00 postanowiliśmy pojechać do szpitala. Skurcze były już dużo silniejsze i co 3 minuty. Oczywiście przydały się przysiady i inne pozycje w których ból był mniej odczuwalny. Po badaniu okazało się jednak, że mam tylko 3 cm rozwarcia, a skurcze na ktg wcale nie były imponujące...Trochę się załamałam gdyż nie chciałam czekać w szpitalu aż akcja porodowa się rozkręci, ale już mnie przyjęto więc nie miałam za bardzo wyjścia.
W sali porodowej musiałam przez godzinę być pod ktg i nie mogłam zejść z łóżka- to było straszne bo miałam naturaną chęć chodzenia i kucania. Po niecałej godzinie przyszła Pani doktor z propozycją przebica pęcherza w celu przyspieszenia porodu, ale nie zgodziłam się. Czułam, że wszystko powinno iśc swoim naturalnym rytmem...Nie pomyliłam się:-) Po kilku minutach pęcherz sam pękł i zaczęło się!!!Jeden porządny skurcz - 5 cm, kolejny - 7 cm, a potem to już był ekspres- dosłownie:-) Po trzech skurczach partych Rysio był na świecie a była to godzina 20.55. Dodam tylko, że pomimo szybkiego tempa i wagi mojego dziecka- 3860g udało mi się urodzić bez nacięcia!!! Nie muszę chyba pisać jaki to komfort normalnego funkcjonowania Paniom, które nacięcie miały (ja doświadczyłam tego przy pierwszym dziecku).
Rodziłam w szpitalu Raszei i szczerze polecam to miejsce!!! Począwszy od Izby Przyjeć wszyscy są bardzo mili, uprzejmi i przede wszystkim bardzo pomocni. Położna, która była przy moim porodzie to anioł nie kobieta :-) Lekarze, na których trafiłam również byli bardzo fajni. Nie wspomnę o pielęgniarkach i położnych, które pracują na oddziale położniczym. Mam porównianie gdyż pierwsze dziecko rodziłam na Polnej... Gdyby się tak zdarzyło,że będę miała trzecie dziecko to z pewnością wybiorę ten szpital:-)
Tym razem relacja Magdy, która ćwiczyła z nami już po raz drugi i to w krótkim odstępie czasu. Magda poleca szpital Raszei.
"Witam wszystkie obecne i przyszłe Mamy oraz Panie Instruktorki!!!
Chciałam poinformować, że mój Synek - Rysiu przyszedł na świat 26 kwietnia czyli dokładnie w moje urodziny (Aniu, przepowiedziałaś to!!!) :-)
Chociaż z przyczyn zdrowotnych nie mogłam przychodzić na zajęcia od 33 tygodnia ciąży, to poród przebiegł sprawnie i szybko. Po tym jak lekarz zakazał mi ćwiczyć byłam załamana, ale napisałam do Ani i ona poradziła mi abym wykonywała chociaż część ćwiczeń - tych, które nie stwarzały zagrożenia. Ćwiczyłam więc i ... oczywiście nic się nie stało :-)
Pierwsze, regularne skurcze zaczęły się ok. godz. 14.00 w sobotę 26 kwietnia. Rano tego dnia czułam już, że coś się święci, gdyż zauważyłam czop śluzowy. Postanowiłam więc porządnie się najeść i czekać na rozwój sytuacji :-) O 17.00 postanowiliśmy pojechać do szpitala. Skurcze były już dużo silniejsze i co 3 minuty. Oczywiście przydały się przysiady i inne pozycje w których ból był mniej odczuwalny. Po badaniu okazało się jednak, że mam tylko 3 cm rozwarcia, a skurcze na ktg wcale nie były imponujące...Trochę się załamałam gdyż nie chciałam czekać w szpitalu aż akcja porodowa się rozkręci, ale już mnie przyjęto więc nie miałam za bardzo wyjścia.
W sali porodowej musiałam przez godzinę być pod ktg i nie mogłam zejść z łóżka- to było straszne bo miałam naturaną chęć chodzenia i kucania. Po niecałej godzinie przyszła Pani doktor z propozycją przebica pęcherza w celu przyspieszenia porodu, ale nie zgodziłam się. Czułam, że wszystko powinno iśc swoim naturalnym rytmem...Nie pomyliłam się:-) Po kilku minutach pęcherz sam pękł i zaczęło się!!!Jeden porządny skurcz - 5 cm, kolejny - 7 cm, a potem to już był ekspres- dosłownie:-) Po trzech skurczach partych Rysio był na świecie a była to godzina 20.55. Dodam tylko, że pomimo szybkiego tempa i wagi mojego dziecka- 3860g udało mi się urodzić bez nacięcia!!! Nie muszę chyba pisać jaki to komfort normalnego funkcjonowania Paniom, które nacięcie miały (ja doświadczyłam tego przy pierwszym dziecku).
Rodziłam w szpitalu Raszei i szczerze polecam to miejsce!!! Począwszy od Izby Przyjeć wszyscy są bardzo mili, uprzejmi i przede wszystkim bardzo pomocni. Położna, która była przy moim porodzie to anioł nie kobieta :-) Lekarze, na których trafiłam również byli bardzo fajni. Nie wspomnę o pielęgniarkach i położnych, które pracują na oddziale położniczym. Mam porównianie gdyż pierwsze dziecko rodziłam na Polnej... Gdyby się tak zdarzyło,że będę miała trzecie dziecko to z pewnością wybiorę ten szpital:-)
Pozdrawiam serdecznie!!!
Magda"
piątek, 13 czerwca 2014
(90) Po "urlopie macierzyńskim"
No to Moje Drogie, ale zrobiłam sobie blogowy urlop macierzyński! Prawie póltora miesiąca (Mateuszek urodził się 30 kwietnia i do tego skoro świt :-) ).
Wreszcie powracam, tym bardziej, że jest wiele tematów do opisania:
- mój poród (oczywiście w kontekście aktywności fizycznej),
- który odbył się w domu,
- czekająca od dawna porodowa relacja naszej kolejnej klientki - Magdy Maślińskiej,
- tekst o wpływie ruchu na występowanie cukrzycy ciążowej, który otrzymaliśmy od zaprzyjaźnionej dietetyczki pracującej z przyszłymi mamami - Małgorzaty Mizgier,
- wysyp literatury "położniczej",
- tekst o mięśniach Kegla w jednej z gazet...
- i z ostatniej chwili - relacja porodowa Ani Manujłow.
| Jeszcze w komplecie z Mateuszem |
No to Moje Drogie, ale zrobiłam sobie blogowy urlop macierzyński! Prawie póltora miesiąca (Mateuszek urodził się 30 kwietnia i do tego skoro świt :-) ).
Wreszcie powracam, tym bardziej, że jest wiele tematów do opisania:
- mój poród (oczywiście w kontekście aktywności fizycznej),
- który odbył się w domu,
- czekająca od dawna porodowa relacja naszej kolejnej klientki - Magdy Maślińskiej,
- tekst o wpływie ruchu na występowanie cukrzycy ciążowej, który otrzymaliśmy od zaprzyjaźnionej dietetyczki pracującej z przyszłymi mamami - Małgorzaty Mizgier,
- wysyp literatury "położniczej",
- tekst o mięśniach Kegla w jednej z gazet...
- i z ostatniej chwili - relacja porodowa Ani Manujłow.
wtorek, 15 kwietnia 2014
(89) Ćwiczeniowa relacja Doroty
"Udziałem w plebiscycie zmobilizowałyście mnie do napisania podziękowań za wspaniałą robotę, jaką wykonujecie. Gratuluję 5 miejsca (choć życzyłam Wam wygranej, w tym roku dla mnie jesteście nr 1 )
![]() |
| Dorota i Zosia |
Ćwiczyłam z Wami prawie do końca tj. wtorku 4 marca, a moja Zosia urodziła się w Dniu Kobiet.
W
prawdzie rodziłam przez cięcie cesarskie (Zośka postanowiła "wypiąć się
na świat swoimi pośladkami" i nie odwróciła się do końca ciąży) i nie
mogę ocenić przydatności ćwiczeń przy porodzie naturalnym ale wiem, że
spotkania z Wami nie poszły na marne.
Pozytywna energia i wspaniała atmosfera sprawiały, że chciało się ćwiczyć nie tylko na zajęciach.
Dzięki wielkie przede wszystkim przez całą ciąże byłam sprawna, nie doświadczyłam bólu kręgosłupa i byłam w dobrej kondycji.
Cenna była też wiedza jaką przy okazji zdobywałam. Dzięki zajęciom oswoiłam się z tym co mnie czeka i nie bałam się porodu.
Myślę też, że dzięki ćwiczeniom szybko stanęłam na nogi po porodzie i nie muszę na nowo budować swojej kondycji.
Teraz mi Was brakuje ;) nawet przyśniło mi się tydzień po porodzie, że już bez brzucha ćwiczyłam z DBAMY O MAMY.
Gorąco Was polecam wśród
moich znajomych. Szczególnie, że macie
konkurencję w postaci darmowych szkół rodzenia, ale dla mnie to zupełnie
inny poziom zajęć.
Pozdrawiam
Dorota Widerska z Zosią"
niedziela, 6 kwietnia 2014
(88) Dziękujemy za Wasze głosy!
Bardzo dziękujemy za wszystkie głosy, które oddałyście (oddaliście) na nas w plebiscycie "Głosu Wielkopolskiego" na kobietę roku 2013.
O północy 5 kwietnia ogłoszono wyniki. Zajęłyśmy, a właściwie wygłosowaliście nam, piąte miejsce (na prawie 40 kandydatur).
Jeszcze raz bardzo bardzo dziękujemy! Szczególnie, że nie tylko poświęciliście swój czas, ale również pieniądze (sms kosztował prawie 2,50 zł).
To nasz wspólny krok w zwalczaniu ogromnego problemu epidemiologicznego jakim jest prawie całkowity brak aktywności fizycznej przyszłych mam.
Ostateczny ranking znajdziecie tutaj:
http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3364437,kobieta-przedsiebiorcza-2013-anna-wawrzyniakstrzelinska-i-katarzyna-grzymislawska,id,t.html
Bardzo dziękujemy za wszystkie głosy, które oddałyście (oddaliście) na nas w plebiscycie "Głosu Wielkopolskiego" na kobietę roku 2013.
O północy 5 kwietnia ogłoszono wyniki. Zajęłyśmy, a właściwie wygłosowaliście nam, piąte miejsce (na prawie 40 kandydatur).
Jeszcze raz bardzo bardzo dziękujemy! Szczególnie, że nie tylko poświęciliście swój czas, ale również pieniądze (sms kosztował prawie 2,50 zł).
To nasz wspólny krok w zwalczaniu ogromnego problemu epidemiologicznego jakim jest prawie całkowity brak aktywności fizycznej przyszłych mam.
Ostateczny ranking znajdziecie tutaj:
http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3364437,kobieta-przedsiebiorcza-2013-anna-wawrzyniakstrzelinska-i-katarzyna-grzymislawska,id,t.html
wtorek, 1 kwietnia 2014
(87) Odrobina ekshibicjonizmu dla zwiększenia oglądalności
Moim marzeniem jest, żeby wszystkie ciężarne kobiety były tak sprawne w ciąży jak ja. Dlatego też startujemy z Kasią fizjoterapeutką w plebiscycie "Glosu Wielkopolskiego" na kobietę roku 2013. Wygrana lub udział w finale byłyby szansą na promowanie aktywności fizycznej w ciąży i w walkę ze stereotypami.
Zrób dobry uczynek - zagłosuj na nas (sms SUPER.242 na numer 72355).
Jak więc się czuję? Świetnie. Jestem już w dziewiątym miesiącu ciąży, a na ogół zapominam, że mam brzuch. Większość ludzi otwiera szeroko oczy, słysząc że niedługo rodzę. Jedna ze znajomych powiedziała dwa tygodnie temu, że teraz jest dopiero pewna, że spodziewam się dziecka. Wcześniej nie chciała popełnić faux pas, bo może po prostu "trochę ci się przytyło". Z tego samego powodu nie zrobiłam sobie jeszcze sesji zdjęciowej, bo dopiero teraz widać wyraźny brzuch. Jeszcze niedawno nosiłam przedciążowe dżinsy-biodrówki, ale teraz jednak już górne guziki mi przeszkadzają.
Ból pleców? "Przecież wszystkich w ciąży bolą plecy" - nie wiem o czym mówicie.
Koleżanka bezkutecznie kilkakrotnie chciała mi pożyczyć taki wielki róg-poduchę do spania. Nie skorzystałam, bo naprawdę nie wiedziałam niby po co (i tu macie aspekt finansowy ćwiczeń - jeśli wydasz pieniądze na aktywność fizyczną, to nie będziesz musiała ich wydawać na zbędne gadżety typu róg-poducha).
Rozstępy? Mam jeden półcentymetrowy. Trochę trwało zanim zorientowałam się, że to rozstęp. Długo myślałam, że chyba przecięłam się paznokciem...
Postawa, chód? Niedawno zirytowałam nawet nietrzeźwego mężczyznę, który zaczepił mnie, pytając "Dlaczego do ..... nędzy nie chodzisz tak" i tu zademonstrował ugięte nogi i maksymalne odchylenie do tyłu. Zresztą często stwarzam ludziom dyskomfort, bo zaburzam ich sposób myślenia o świecie. Powinnam się przecież toczyć jak połączenie kaczuszki z parowozem, a ja podbiegam, bardzo szybko chodzę, odmawiam siadania w fotelach.
Sprawność? Biorę udział również w zajęciach nieciążowych. Nie mam wrażenia, żebym jakoś odstawała od grupy. Szczerze mówiąc, często widzę, że radzę sobie lepiej od wielu osób. Wiem, że to nieelegancko się porównywać, ale to wynika raczej z mojego instruktorskiego zboczenia. Muszę przecież dyskretnie kontrolować moje podopieczne, i potem jak idę sama ćwiczyć, to też widzę więcej.
Strach przed porodem? Jeśli czegoś się boję to aspektu organizacyjno-kulturalnego. Że będę czekać w trzygodzinnej kolejce na korytarzu jak jedna z naszych klientek, że żaden wielu badających mnie lekarzy nie powie "dzień dobry", nie mówiąc o rozmowie ze mną, itd. Sam poród nie spędza mi snu z powiek. Jestem sprawna. Dlaczego miałabym nie dać rady?
Ciąg dalszy wynurzeń nastąpi.
Moim marzeniem jest, żeby wszystkie ciężarne kobiety były tak sprawne w ciąży jak ja. Dlatego też startujemy z Kasią fizjoterapeutką w plebiscycie "Glosu Wielkopolskiego" na kobietę roku 2013. Wygrana lub udział w finale byłyby szansą na promowanie aktywności fizycznej w ciąży i w walkę ze stereotypami.
Zrób dobry uczynek - zagłosuj na nas (sms SUPER.242 na numer 72355).
Jak więc się czuję? Świetnie. Jestem już w dziewiątym miesiącu ciąży, a na ogół zapominam, że mam brzuch. Większość ludzi otwiera szeroko oczy, słysząc że niedługo rodzę. Jedna ze znajomych powiedziała dwa tygodnie temu, że teraz jest dopiero pewna, że spodziewam się dziecka. Wcześniej nie chciała popełnić faux pas, bo może po prostu "trochę ci się przytyło". Z tego samego powodu nie zrobiłam sobie jeszcze sesji zdjęciowej, bo dopiero teraz widać wyraźny brzuch. Jeszcze niedawno nosiłam przedciążowe dżinsy-biodrówki, ale teraz jednak już górne guziki mi przeszkadzają.
Ból pleców? "Przecież wszystkich w ciąży bolą plecy" - nie wiem o czym mówicie.
Koleżanka bezkutecznie kilkakrotnie chciała mi pożyczyć taki wielki róg-poduchę do spania. Nie skorzystałam, bo naprawdę nie wiedziałam niby po co (i tu macie aspekt finansowy ćwiczeń - jeśli wydasz pieniądze na aktywność fizyczną, to nie będziesz musiała ich wydawać na zbędne gadżety typu róg-poducha).
Rozstępy? Mam jeden półcentymetrowy. Trochę trwało zanim zorientowałam się, że to rozstęp. Długo myślałam, że chyba przecięłam się paznokciem...
Postawa, chód? Niedawno zirytowałam nawet nietrzeźwego mężczyznę, który zaczepił mnie, pytając "Dlaczego do ..... nędzy nie chodzisz tak" i tu zademonstrował ugięte nogi i maksymalne odchylenie do tyłu. Zresztą często stwarzam ludziom dyskomfort, bo zaburzam ich sposób myślenia o świecie. Powinnam się przecież toczyć jak połączenie kaczuszki z parowozem, a ja podbiegam, bardzo szybko chodzę, odmawiam siadania w fotelach.
Sprawność? Biorę udział również w zajęciach nieciążowych. Nie mam wrażenia, żebym jakoś odstawała od grupy. Szczerze mówiąc, często widzę, że radzę sobie lepiej od wielu osób. Wiem, że to nieelegancko się porównywać, ale to wynika raczej z mojego instruktorskiego zboczenia. Muszę przecież dyskretnie kontrolować moje podopieczne, i potem jak idę sama ćwiczyć, to też widzę więcej.
Strach przed porodem? Jeśli czegoś się boję to aspektu organizacyjno-kulturalnego. Że będę czekać w trzygodzinnej kolejce na korytarzu jak jedna z naszych klientek, że żaden wielu badających mnie lekarzy nie powie "dzień dobry", nie mówiąc o rozmowie ze mną, itd. Sam poród nie spędza mi snu z powiek. Jestem sprawna. Dlaczego miałabym nie dać rady?
Ciąg dalszy wynurzeń nastąpi.
niedziela, 23 marca 2014
(86) Prowadzimy w plebiscycie - dziękujemy i prosimy o jeszcze wiecej głosów!
Od 10 dni prowadzimy w plebiscycie "Głosu Wielkopolskiego" na kobietę roku 2013. Tu możecie śledzić aktualne wyniki:
http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3364437,kobieta-przedsiebiorcza-2013-anna-wawrzyniakstrzelinska-i-katarzyna-grzymislawska,id,t.html
Bardzo bardzo Wam dziękujemy! Liczymy, że będziecie z nami do końca plebiscytu 5 kwietnia i dzięki temu zrobimy kolejny wspólny krok w zwalczaniu ogromnego problemu epidemiologicznego jakim jest prawie całkowity brak aktywności fizycznej przyszłych mam.
Jeśli jeszcze na nas nie głosowaliście lub chcecie zagłosować kolejny raz, to posimy o sms na nr 72355 o treści SUPER.242 Niestety sms kosztuje 2,46 zł, ale w zamian głosujący otrzymują dostęp do dowolnego internetowego wydania gazety.
Poniżej więcej o problemie epidemiologicznym, z którym walczymy.
Być może pamiętacie, a może chociaż słyszałyście o czasach, kiedy porodówki były więzieniami, nikt nie mógł rodzącej towarzyszyć, rodzono w wieloosobowych salach, przy braku jakiejkolwiek intymności. Rodzącym nie udzielano żadnych informacji, a jedyną pozycją porodową było leżenie na plecach. Tak się działo, co więcej, uważano, że to jedyne słuszne rozwiązanie, konieczne z medycznego punktu widzenia (że niby bezpieczeństwo, brak zarazków i utrudnień dla personelu medycznego, itd.) Zmian nie spowodowali lekarze, ale "ludzie z ulicy", przyszłe mamy, aktywiści, dziennikarze.
Teraz coś podobnego dzieje się z podejściem do aktywności fizycznej w ciąży (choć to żadna nowość, w USA udowodniono już 30 lat temu, że aktywność w ciąży to WYŁĄCZNIE korzyści). Za bezpieczny i rozsądny uważa się bezruch, ewentualnie jakieś ćwiczenia, które nawet trudno nazwać ćwiczeniami (uniesienie rąk do wysokości ramion w siadzie na krześle).
Niestety tak myślą nie tylko ciężarne kobiety i ich otoczenie, ale też często lekarze (jeśli myślicie, że widocznie mają rację, to wróćcie do pierwszego akapitu - kto był przeciw wszelkim humanitarnym i zdroworosądkowym zmianom na porodówkach w imię "medycyny"?)
Tymczasem regularna aktywność fizyczna w ciąży to prosty i tani sposób (przecież możesz ćwiczyć w mieszkaniu, na świeżym powietrzu, całkiem za darmo) na poprawę zdrowia fizycznego ciężarnej i jej dziecka oraz kondycji psychicznej przyszłych mam. Przyszłe mamy zapewniają swoim dzieciom mnóstwo korzyści, np. "polisę" w postaci lepiej rozwiniętego łożyska, mniej tkanki tłuszczowej, lepszy rozwój motoryczny i nerwowy. Same nie mają lub prawie nie mają dolegliwości ciążowych, są sprawniejsze, szczuplejsze, nie wiedzą co to rozstępy, pociążowa nadwaga i nietrzymanie moczu. Nie boją się porodu i na ogół przechodza go sprawniej i bez ingerencji medycznych. To też sposób na oszczędności w służbie zdrowia. Sprawne matki nie potrzebują wielu konsultacji, ich porody są tańsze, a dzieci zdrowsze.
Nic tylko wstać z kanapy i się ruszyć, ale o tym nie usłyszysz od swojego lekarza skupionego na wynikach krwi i usg. Nie dowiesz się z mediów, bo tam będzie "ekspert" ginekolog z nadwagą, który nigdy w życiu nie widział ciężarnej robiącej przysiady, za to zacznie opowiadać o nie mających związku z tematem patologiach. A dziennikarka, która sama jest przekonana, że od zginania kolanek się roni, a intensywne marsze trzeba przerwać w połowie ciąży, nie zada żadnego dociekliwego pytania. Nie dowiesz się też z gazet dla rodziców, bo tam królują zachowawcze głupoty. Może się nawet zdarzyć tak, że nie dowiesz się tego od prowadzących ćwiczenia dla ciężarnych, bo z braku zainteresowania przyszłych mam takie zajęcia funkcjonują czasem wyłącznie w grafiku internetowym, a z drugiej strony ciężko przerażeni prowadzący proponują zdrowym kobietom kręcenie stopą lub barkami jako "aktywność fizyczną". Nie pomogą też koleżanki, nawet te oświecone, bo są na ogół oświecone do momentu zajścia w ciążę. Potem najbardziej błahe jednostkowe zdarzenie zinterpretują jako przeciwskazanie do ruchu.
Tymczasem bezruch w ciąży to nie jest profilaktyka jak się wszystkim wydaje, ale mniejsze zło, które należy podjąć tylko w naprawdę wyjątkowych sytuacjach, np. kiedy leżysz na patologii ciąży. A i wtedy powinnaś wykonywać odpowiednie subtelne ćwiczenia...
My chcemy to zmienić, ale wiemy, że same głową muru nie przebijemy. Może tytuł kobiety roku dałby nam szansę na promowanie aktywności w ciąży?
Od 10 dni prowadzimy w plebiscycie "Głosu Wielkopolskiego" na kobietę roku 2013. Tu możecie śledzić aktualne wyniki:
http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3364437,kobieta-przedsiebiorcza-2013-anna-wawrzyniakstrzelinska-i-katarzyna-grzymislawska,id,t.html
Bardzo bardzo Wam dziękujemy! Liczymy, że będziecie z nami do końca plebiscytu 5 kwietnia i dzięki temu zrobimy kolejny wspólny krok w zwalczaniu ogromnego problemu epidemiologicznego jakim jest prawie całkowity brak aktywności fizycznej przyszłych mam.
Jeśli jeszcze na nas nie głosowaliście lub chcecie zagłosować kolejny raz, to posimy o sms na nr 72355 o treści SUPER.242 Niestety sms kosztuje 2,46 zł, ale w zamian głosujący otrzymują dostęp do dowolnego internetowego wydania gazety.
Poniżej więcej o problemie epidemiologicznym, z którym walczymy.
Być może pamiętacie, a może chociaż słyszałyście o czasach, kiedy porodówki były więzieniami, nikt nie mógł rodzącej towarzyszyć, rodzono w wieloosobowych salach, przy braku jakiejkolwiek intymności. Rodzącym nie udzielano żadnych informacji, a jedyną pozycją porodową było leżenie na plecach. Tak się działo, co więcej, uważano, że to jedyne słuszne rozwiązanie, konieczne z medycznego punktu widzenia (że niby bezpieczeństwo, brak zarazków i utrudnień dla personelu medycznego, itd.) Zmian nie spowodowali lekarze, ale "ludzie z ulicy", przyszłe mamy, aktywiści, dziennikarze.
Teraz coś podobnego dzieje się z podejściem do aktywności fizycznej w ciąży (choć to żadna nowość, w USA udowodniono już 30 lat temu, że aktywność w ciąży to WYŁĄCZNIE korzyści). Za bezpieczny i rozsądny uważa się bezruch, ewentualnie jakieś ćwiczenia, które nawet trudno nazwać ćwiczeniami (uniesienie rąk do wysokości ramion w siadzie na krześle).
Niestety tak myślą nie tylko ciężarne kobiety i ich otoczenie, ale też często lekarze (jeśli myślicie, że widocznie mają rację, to wróćcie do pierwszego akapitu - kto był przeciw wszelkim humanitarnym i zdroworosądkowym zmianom na porodówkach w imię "medycyny"?)
Tymczasem regularna aktywność fizyczna w ciąży to prosty i tani sposób (przecież możesz ćwiczyć w mieszkaniu, na świeżym powietrzu, całkiem za darmo) na poprawę zdrowia fizycznego ciężarnej i jej dziecka oraz kondycji psychicznej przyszłych mam. Przyszłe mamy zapewniają swoim dzieciom mnóstwo korzyści, np. "polisę" w postaci lepiej rozwiniętego łożyska, mniej tkanki tłuszczowej, lepszy rozwój motoryczny i nerwowy. Same nie mają lub prawie nie mają dolegliwości ciążowych, są sprawniejsze, szczuplejsze, nie wiedzą co to rozstępy, pociążowa nadwaga i nietrzymanie moczu. Nie boją się porodu i na ogół przechodza go sprawniej i bez ingerencji medycznych. To też sposób na oszczędności w służbie zdrowia. Sprawne matki nie potrzebują wielu konsultacji, ich porody są tańsze, a dzieci zdrowsze.
Nic tylko wstać z kanapy i się ruszyć, ale o tym nie usłyszysz od swojego lekarza skupionego na wynikach krwi i usg. Nie dowiesz się z mediów, bo tam będzie "ekspert" ginekolog z nadwagą, który nigdy w życiu nie widział ciężarnej robiącej przysiady, za to zacznie opowiadać o nie mających związku z tematem patologiach. A dziennikarka, która sama jest przekonana, że od zginania kolanek się roni, a intensywne marsze trzeba przerwać w połowie ciąży, nie zada żadnego dociekliwego pytania. Nie dowiesz się też z gazet dla rodziców, bo tam królują zachowawcze głupoty. Może się nawet zdarzyć tak, że nie dowiesz się tego od prowadzących ćwiczenia dla ciężarnych, bo z braku zainteresowania przyszłych mam takie zajęcia funkcjonują czasem wyłącznie w grafiku internetowym, a z drugiej strony ciężko przerażeni prowadzący proponują zdrowym kobietom kręcenie stopą lub barkami jako "aktywność fizyczną". Nie pomogą też koleżanki, nawet te oświecone, bo są na ogół oświecone do momentu zajścia w ciążę. Potem najbardziej błahe jednostkowe zdarzenie zinterpretują jako przeciwskazanie do ruchu.
Tymczasem bezruch w ciąży to nie jest profilaktyka jak się wszystkim wydaje, ale mniejsze zło, które należy podjąć tylko w naprawdę wyjątkowych sytuacjach, np. kiedy leżysz na patologii ciąży. A i wtedy powinnaś wykonywać odpowiednie subtelne ćwiczenia...
My chcemy to zmienić, ale wiemy, że same głową muru nie przebijemy. Może tytuł kobiety roku dałby nam szansę na promowanie aktywności w ciąży?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

