(83) Po prostu położna - bezpłatne spotkanie
8 marca zapraszamy nasze klientki oraz wszystkie inne
przyszłe mamy z Poznania i okolic na bezpłatne spotkanie organizowane w
ramach akcji Po prostu Położna.
Początek warsztatów o godz. 11:00 w Hotel Twardowski (ul. Głogowska 358a). Wstęp wolny. Aby wziąć udział w warsztatach, należy wypełnić formularz dostępny na stronie www.poprostupolozna.pl.
Na zarejestrowanych uczestników czekają liczne quizy z nagrodami oraz
prezenty. O szczegółach spotkania uczestnicy zostaną
poinformowani mailowo.
Organizatorem kampanii jest portal www.siostraania.pl, Fundacja Siostra Ania oraz NZOZ „Zdrowa Rodzina”.
Od ćwiczenia się nie rodzi, to bezczynność szkodzi!
Stowarzyszenie na Rzecz Wspierania Kobiet "Dbamy o Mamy"
piątek, 28 lutego 2014
poniedziałek, 17 lutego 2014
(82) Poród Gosi (po poznańsku)
Oto porodowa relacja Gosi, która nie tylko u nas ćwiczyła, ale jest
też maniaczką wszelkiego ruchu i sportu. Jeśli wierzycie w przesądy, że
aktywność fizyczna powoduje przedwczesne porody, to wiedzcie, że
ekstremalnie aktywna, energetyczna Gosia urodziła 4 dni przed terminem.
A relację porodową pisała tydzień po porodzie. Zawsze, kiedy takie relacje otrzymujemy, to jesteśmy mile zaskoczone, tym jak szybko nasze klientki "się ogarniają". Nie każdy miałby wtedy siłę i ochotę zajmować się czymkolwiek niezwiązanym bezpośrednio z opieką nad dzieckiem (i sobą).
![]() |
| Gosia (ten szeroki uśmiech!) z Oskarkiem |
A relację porodową pisała tydzień po porodzie. Zawsze, kiedy takie relacje otrzymujemy, to jesteśmy mile zaskoczone, tym jak szybko nasze klientki "się ogarniają". Nie każdy miałby wtedy siłę i ochotę zajmować się czymkolwiek niezwiązanym bezpośrednio z opieką nad dzieckiem (i sobą).
"Witam ciepło i bardzo optymistycznie przyszłe ĆWICZĄCE MAMY!
Zostałam
mamą Oskara 9 lutego. Poród przebiegał dość sprawnie i
bezproblemowo, więc cóż rzec... Ćwiczcie ćwiczcie, ćwiczcie!!! Bo moim
zdaniem warto ;)
Co prawda ja nie miałam
żadnych komplikacji i problemów przez całą ciążę, więc nie ograniczała
mnie ona w niczym. Byłam optymistycznie nastawiona do porodu,
szczególnie zawsze po zajęciach w "Dbamy o Mamy" i wszystkim to gorąco
polecam. Jak dostałam syna na brzuszek z niedowierzaniem i w lekkim
szoku w kółko mówiłam: "ja tej! ja tej! ja tej! to jest już koniec? to
już koniec tej ciąży? to już? nie ma już brzucha? ja tej!!!"
"Ja
tej" - wynika z pewnie z mojego lokalnego patriotyzmu... rodowita
Poznianiara i bardzo często, nieświadomie stosująca słowo TEJ ;)
Więc
jak widzicie - poród jest to do przeżycia i zazwyczaj kończy się lekkim
szokiem. Ale na pewno sprawność fizyczna dzięki ćwiczeniom po porodzie
zdecydowanie szybciej wraca, a o samopoczuciu psychicznym już nie
wspomnę.
Czuję się świetnie i mam wrażenie, że mogłabym robić już wszystko... ale wiadomo rozsądnie się ograniczam. Bo minął dopiero tydzień. Mężowi ciężko zapanować nade mną w domu - wszystko mam na bieżąco posprzątane, poprane, powycierane i pookurzane, a wierzcie mi, że z JUNIOREM w domu jest jeszcze tego więcej niż się spodziewacie.
Czuję się świetnie i mam wrażenie, że mogłabym robić już wszystko... ale wiadomo rozsądnie się ograniczam. Bo minął dopiero tydzień. Mężowi ciężko zapanować nade mną w domu - wszystko mam na bieżąco posprzątane, poprane, powycierane i pookurzane, a wierzcie mi, że z JUNIOREM w domu jest jeszcze tego więcej niż się spodziewacie.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim powodzenia!
Gosia i Oskar"
środa, 5 lutego 2014
(81) Ręce do góry!
Ostatnio powraca temat tego, czy w ciąży można unosić ręce do góry. Kilka osób na ćwiczeniach lub w mailach o to pytało. Dziewczyny miały obawy, że unoszenie rąk może:
- wywołać poród,
- spowodować oderwanie łożyska,
- spowodować oplątanie dziecka w pępowinę.
Zawsze trudno mi odpowiadać na takie pytania, bo przepraszam, ale są one absurdalne. Nie chodzi mi o to, żeby nikt o nic nie pytał, bo się ośmieszy, niczym w polskiej szkole. Pytajcie dziewczyny! Chodzi o to, że nie mogę przytoczyć np. wyników badań naukowych, bo nikt chyba tego nie badał, tak jak nikt prawdopodobnie nie badał wpływu zielonych rajstop na długość ciąży.
Żadna z tych rzeczy nie może zajść pod wpływem unoszenia rąk w górę, bo nie. Łożysko nie jest przyspawane do ramienia. Tak samo nie spowodujesz oderwania serca albo nerki w wyniku uniesienia ręki. W przeciwnym razie wszyscy nosilibyśmy wszystkie narządy wewnętrzne między nogami. Twoje ruszanie kończynami nie ma też wpływu na to co dzieję się wewnątrz macicy. Tu przydałby sie jakiś fizyk, żeby wytłumaczyć, że "ciało" zanurzone w płynie (owodniowym) "żyje własnym życiem".
Bez obaw możecie więc wykonywać "aerobikowe" czy "rozciąganiowe" unoszenia rąk albo unosić ręce wraz z oddechem dla relaksu.
Nie zachęcam jednak do czynności takich jak malowanie sufitu czy długie układanie rzeczy na najwyższej półce. Pozycja z rękami długo uniesionymi w górę nie jest zbyt fizjologiczna. Powoduje zwiększenie wygięcia kręgosłupa w odcinku lędźwiowym, a on i tak jest bardziej wygięty przez samą ciążę. Poza tym taka pozycja sprzyja np. zawrotom głowy, na które wiele z nas jest w ciąży podatnych.
Czyli nie maluj sufitu, bo może Ci się zrobić słabo i będą Cię boleć plecy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś w np. w czasie rozgrzewki wyciągała na zmianą ręce w górę.
Nadal myślisz, że Ci się coś oderwie? A oderwało się jak wieszałaś płaszcz na wieszak, odstawiałaś kubek na suszarkę lub suszyłaś włosy?
Ostatnio powraca temat tego, czy w ciąży można unosić ręce do góry. Kilka osób na ćwiczeniach lub w mailach o to pytało. Dziewczyny miały obawy, że unoszenie rąk może:
- wywołać poród,
- spowodować oderwanie łożyska,
- spowodować oplątanie dziecka w pępowinę.
Zawsze trudno mi odpowiadać na takie pytania, bo przepraszam, ale są one absurdalne. Nie chodzi mi o to, żeby nikt o nic nie pytał, bo się ośmieszy, niczym w polskiej szkole. Pytajcie dziewczyny! Chodzi o to, że nie mogę przytoczyć np. wyników badań naukowych, bo nikt chyba tego nie badał, tak jak nikt prawdopodobnie nie badał wpływu zielonych rajstop na długość ciąży.
Żadna z tych rzeczy nie może zajść pod wpływem unoszenia rąk w górę, bo nie. Łożysko nie jest przyspawane do ramienia. Tak samo nie spowodujesz oderwania serca albo nerki w wyniku uniesienia ręki. W przeciwnym razie wszyscy nosilibyśmy wszystkie narządy wewnętrzne między nogami. Twoje ruszanie kończynami nie ma też wpływu na to co dzieję się wewnątrz macicy. Tu przydałby sie jakiś fizyk, żeby wytłumaczyć, że "ciało" zanurzone w płynie (owodniowym) "żyje własnym życiem".
Bez obaw możecie więc wykonywać "aerobikowe" czy "rozciąganiowe" unoszenia rąk albo unosić ręce wraz z oddechem dla relaksu.
Nie zachęcam jednak do czynności takich jak malowanie sufitu czy długie układanie rzeczy na najwyższej półce. Pozycja z rękami długo uniesionymi w górę nie jest zbyt fizjologiczna. Powoduje zwiększenie wygięcia kręgosłupa w odcinku lędźwiowym, a on i tak jest bardziej wygięty przez samą ciążę. Poza tym taka pozycja sprzyja np. zawrotom głowy, na które wiele z nas jest w ciąży podatnych.
Czyli nie maluj sufitu, bo może Ci się zrobić słabo i będą Cię boleć plecy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś w np. w czasie rozgrzewki wyciągała na zmianą ręce w górę.
Nadal myślisz, że Ci się coś oderwie? A oderwało się jak wieszałaś płaszcz na wieszak, odstawiałaś kubek na suszarkę lub suszyłaś włosy?
poniedziałek, 27 stycznia 2014
(80) Taniec brzucha i Świadoma Mama
Zapraszamy do przeczytania naszego artykułu o tańcu brzucha w ciąży na portalu www.swiadomamama.pl
Nasz tekst o tańcu brzucha
Jeśli spodziewasz się dziecka, a mieszkasz w Poznaniu lub okolicach przeczytaj go koniecznie, a potem przyjdź na nasze zajęcia! Jeśli mieszkasz gdziekolwiek indziej, to żadna wymówka. Jeśli tylko masz dostęp do Internetu lub stać Cię na zakup jednej płyty DVD możesz taką aktywność uprawiać.
Przy okazji zapraszamy na bezpłatne spotkania Świadomej Mamy dla kobiet w ciąży. Najbliższe takie spotkanie w Poznaniu odbędzie się 20 marca. Poprowadzi je Paulina Holtz:
Marcowe spotkanie Świadomych Mam
Zapraszamy do przeczytania naszego artykułu o tańcu brzucha w ciąży na portalu www.swiadomamama.pl
Nasz tekst o tańcu brzucha
Jeśli spodziewasz się dziecka, a mieszkasz w Poznaniu lub okolicach przeczytaj go koniecznie, a potem przyjdź na nasze zajęcia! Jeśli mieszkasz gdziekolwiek indziej, to żadna wymówka. Jeśli tylko masz dostęp do Internetu lub stać Cię na zakup jednej płyty DVD możesz taką aktywność uprawiać.
Przy okazji zapraszamy na bezpłatne spotkania Świadomej Mamy dla kobiet w ciąży. Najbliższe takie spotkanie w Poznaniu odbędzie się 20 marca. Poprowadzi je Paulina Holtz:
Marcowe spotkanie Świadomych Mam
poniedziałek, 20 stycznia 2014
(79) A jednak (niektóre) celebrytki ruszają się w ciąży!
Zachęcona tytułem z okładki "Jak wspominam swoją ciążę?" kupiłam styczniowy numer "Claudii". Szczerze mówiąc "zachęcona" to złe słowo. Już zgrzytałam zębami, czekając na kolejne rewelacje typu: "Przed ciążą byłam regularną klientką fitness klubu, w ciąży oczywiście zrezygnowałam", "Wszystko mnie bolało, dużo i szybko utyłam, ale na to przecież nie ma rady".
A tu miłe zaskoczenie. Umiarkowanie miłe, ale jednak. Na pięć egzaminowanych mam, trzy były aktywne w ciąży:
- Natalia Przybysz ćwiczyła i uczyła jogi,
- Monika Mozrozowska ćwiczyła jogę,
- Beata Sadowska biegała, a nawet wzięła udział w biegu na 10 kilometrów. Ona zetknęła się z tym o czym tu w kółko piszemy - z idiotycznymi stereotypami: "Razem biegaliśmy choć odsądzano mnie od czci i wiary". Ludzie! Jeśli już musicie kogokolwiek "odsądzać od czci i wiary", to odsądzajcie kobiety nieruchawe, takie co przemieszczają się tylko z kanapy do samochodu. To one niewyobrażalnie szkodzą sobie i swojemu dziecku!
Wypowiedź czwartej z mam - Sylwii Gruchały, mi jako promotorce aktywności w ciąży, bardzo się nie podoba. Trudno wnioskować cokolwiek na podstawie paska tekstu, ale odebrałam go tak, że Pani Sylwia po jednorazowym krwawieniu na samym początku ciąży całkiem zarzuciła treningi i jakikolwiek ruch, chociaż do końca ciąży nic złego się już nie wydarzyło. To tym bardziej przerażające, że ona była najprawdopodobniej pod opieką jakiegoś "świetnego" lekarza, lekarzy, a może całego teamu specjalistów od zdrowia. Jeśli oni tak jej poradzili...
Moje Drogie, sport, nawet wyczynowy nie jest przyczyną krwawień. Oczywiście nie znaczy to, że Pani Sylwia miała zignorować je i dokończyć zgrupowanie, ale po obserwacji, znalezieniu przyczyn lub nie znalezieniu, należało wrócić do aktywności fizycznej, w najgorszym razie rekreacyjnej. Ona tego nie zrobiła, ale po sklepach biegała... Wyobrażacie sobie jaki to musiał być szok dla organizmu - od wyczynu do bezruchu wzmocnionego prez zmiany ciążowe? No i na skutki nie trzeba było czekać - przyznała, że strasznie przytyła, a poród to "niewyobrażalny ból". Poza tym obawiam się, że po takiej wypowiedzi jakaś przykładowa Pani Ola z Krakowa, która wreszcie w siódmym miesiącu chciała się zapisać na godzinne ćwiczenia ciążowe, nie zrobi tego. Pomyśli: "Jak Sylwia Gruchała zaczęła krwawić na zgrupowaniu, to ja się jednak pooszczędzam"...
Zachęcona tytułem z okładki "Jak wspominam swoją ciążę?" kupiłam styczniowy numer "Claudii". Szczerze mówiąc "zachęcona" to złe słowo. Już zgrzytałam zębami, czekając na kolejne rewelacje typu: "Przed ciążą byłam regularną klientką fitness klubu, w ciąży oczywiście zrezygnowałam", "Wszystko mnie bolało, dużo i szybko utyłam, ale na to przecież nie ma rady".
A tu miłe zaskoczenie. Umiarkowanie miłe, ale jednak. Na pięć egzaminowanych mam, trzy były aktywne w ciąży:
- Natalia Przybysz ćwiczyła i uczyła jogi,
- Monika Mozrozowska ćwiczyła jogę,
- Beata Sadowska biegała, a nawet wzięła udział w biegu na 10 kilometrów. Ona zetknęła się z tym o czym tu w kółko piszemy - z idiotycznymi stereotypami: "Razem biegaliśmy choć odsądzano mnie od czci i wiary". Ludzie! Jeśli już musicie kogokolwiek "odsądzać od czci i wiary", to odsądzajcie kobiety nieruchawe, takie co przemieszczają się tylko z kanapy do samochodu. To one niewyobrażalnie szkodzą sobie i swojemu dziecku!
Wypowiedź czwartej z mam - Sylwii Gruchały, mi jako promotorce aktywności w ciąży, bardzo się nie podoba. Trudno wnioskować cokolwiek na podstawie paska tekstu, ale odebrałam go tak, że Pani Sylwia po jednorazowym krwawieniu na samym początku ciąży całkiem zarzuciła treningi i jakikolwiek ruch, chociaż do końca ciąży nic złego się już nie wydarzyło. To tym bardziej przerażające, że ona była najprawdopodobniej pod opieką jakiegoś "świetnego" lekarza, lekarzy, a może całego teamu specjalistów od zdrowia. Jeśli oni tak jej poradzili...
Moje Drogie, sport, nawet wyczynowy nie jest przyczyną krwawień. Oczywiście nie znaczy to, że Pani Sylwia miała zignorować je i dokończyć zgrupowanie, ale po obserwacji, znalezieniu przyczyn lub nie znalezieniu, należało wrócić do aktywności fizycznej, w najgorszym razie rekreacyjnej. Ona tego nie zrobiła, ale po sklepach biegała... Wyobrażacie sobie jaki to musiał być szok dla organizmu - od wyczynu do bezruchu wzmocnionego prez zmiany ciążowe? No i na skutki nie trzeba było czekać - przyznała, że strasznie przytyła, a poród to "niewyobrażalny ból". Poza tym obawiam się, że po takiej wypowiedzi jakaś przykładowa Pani Ola z Krakowa, która wreszcie w siódmym miesiącu chciała się zapisać na godzinne ćwiczenia ciążowe, nie zrobi tego. Pomyśli: "Jak Sylwia Gruchała zaczęła krwawić na zgrupowaniu, to ja się jednak pooszczędzam"...
wtorek, 7 stycznia 2014
(78) Jeszcze raz o zaświadczeniach lekarskich.
Ponieważ ostatnio kilka potencjalnych klientek pytało o to, czy wymagamy zaświadczeń lekarskich przed podjęciem ćwiczeń, powtarzamy dla Was wpis nr 53.
(53) Zaświadczenie od lekarza na zajęcia ciążowe.
Nasze przyszłe klientki często pytają, czy wymagamy zaświadczeń od ginekologa przed podjęciem ćwiczeń. Nie wymagamy. Wiemy, że niektórzy tak robią, ale pomysł wydaje nam się dość absurdalny, rodem sprzed lat.
Bo jak można zinterpretować żądanie zaświadczenia? Może tak: "Tobie nie wierzymy, będziemy rozmawiać tylko z ginekologiem, nie jesteś dla nas partnerką". To jedna sprawa, ale idźmy dalej.
Załóżmy, że masz takie zaświadczenie wystawione w piątek. We wtorek zamierzasz u nas ćwiczyć, ale źle się czujesz (np. początki przeziębienia albo ból głowy). Decyzję o ćwiczeniach podejmiesz na podstawie piątkowego papierka od doktora, czy aktualnej sytuacji i zdrowego rozsądku? Na pewno zdrowego rozsądku. Po cóż więc byłaby taka absurdalna niekonsekwencja - niby decyduje doktor, bo Twoje zdanie się nie liczy, ale tak naprawdę to Ty decydujesz, bo to Ty jesteś ze sobą 24 godziny na dobę.
Albo inaczej: gdybyśmy żądały zaświadczeń, to musiałybyśmy ich żądać chyba przed każdymi ćwiczeniami, bo niby z jaką częstotliwością? Wyobrażacie sobie, żeby ktoś chodził dwa razy w tygodniu do ginekologa, żeby poćwiczyć?
Poza tym pytanie o zgodę na ćwiczenia, jest równie sensowne jak pytania: "Czy aby na pewno mogę się zdrowo odżywiać?", "Czy aby na pewno mogę się wysypiać?", "Czy wolno mi się nie stresować?". Moje Drogie, ruch to zdrowie. Zawsze. Musisz mieć naprawdę poważny powód, żeby w ogóle pytać o zgodę na ruch i jeszcze poważniejszy, żeby nie ćwiczyć. Bezruch to jest mniejsze zło, a nie profilaktyka.
Ponieważ ostatnio kilka potencjalnych klientek pytało o to, czy wymagamy zaświadczeń lekarskich przed podjęciem ćwiczeń, powtarzamy dla Was wpis nr 53.
(53) Zaświadczenie od lekarza na zajęcia ciążowe.
Nasze przyszłe klientki często pytają, czy wymagamy zaświadczeń od ginekologa przed podjęciem ćwiczeń. Nie wymagamy. Wiemy, że niektórzy tak robią, ale pomysł wydaje nam się dość absurdalny, rodem sprzed lat.
Bo jak można zinterpretować żądanie zaświadczenia? Może tak: "Tobie nie wierzymy, będziemy rozmawiać tylko z ginekologiem, nie jesteś dla nas partnerką". To jedna sprawa, ale idźmy dalej.
Załóżmy, że masz takie zaświadczenie wystawione w piątek. We wtorek zamierzasz u nas ćwiczyć, ale źle się czujesz (np. początki przeziębienia albo ból głowy). Decyzję o ćwiczeniach podejmiesz na podstawie piątkowego papierka od doktora, czy aktualnej sytuacji i zdrowego rozsądku? Na pewno zdrowego rozsądku. Po cóż więc byłaby taka absurdalna niekonsekwencja - niby decyduje doktor, bo Twoje zdanie się nie liczy, ale tak naprawdę to Ty decydujesz, bo to Ty jesteś ze sobą 24 godziny na dobę.
Albo inaczej: gdybyśmy żądały zaświadczeń, to musiałybyśmy ich żądać chyba przed każdymi ćwiczeniami, bo niby z jaką częstotliwością? Wyobrażacie sobie, żeby ktoś chodził dwa razy w tygodniu do ginekologa, żeby poćwiczyć?
Poza tym pytanie o zgodę na ćwiczenia, jest równie sensowne jak pytania: "Czy aby na pewno mogę się zdrowo odżywiać?", "Czy aby na pewno mogę się wysypiać?", "Czy wolno mi się nie stresować?". Moje Drogie, ruch to zdrowie. Zawsze. Musisz mieć naprawdę poważny powód, żeby w ogóle pytać o zgodę na ruch i jeszcze poważniejszy, żeby nie ćwiczyć. Bezruch to jest mniejsze zło, a nie profilaktyka.
piątek, 27 grudnia 2013
(77) O tym jak Kasia poród przegadała
Tym razem zapraszamy do lektury wspomnień ćwiczeniowo-porodowych Kasi, mamy Kubusia. Jest to lektura bardzo krzepiąca. Zwróćcie uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze ciąża Kasi nie była bezproblemowa, plamiła, trafiła do szpitala, brała leki, ale jej lekarzowi nie przyszło do głowy, żeby zabronić się jej ruszać. Po drugie Kasia przegadała cały poród. To dowód, że poród nie musi być traumą, jak próbują Wam wmówić, np. media lub czasem inne kobiety.
"Na ćwiczenia zaczęłam chodzić 5 września. Bardzo lubiłam te zajęcia i czułam się po nich wspaniale. Nie bolał mnie kręgosłup, nie miałam obrzęków na nogach - zero dolegliwości i dużo pozytywnej energii.
Niestety 5 października trafiłam do szpitala z plamieniem. Zakwalifikowano to jako zagrożenie porodem przedwczesnym i musiałam poleżeć w szpitalu 3 doby. Plamienie samoistnie ustało. Niestety 10 października pojechałam na awaryjną wizytę do ginekologa prowadzącego moją ciążę, gdyż znowu miałam lekkie plamienie i ból w podbrzuszu podobny do bólu miesiączkowego. Ginekolog zalecił lek fenoterol na zatrzymanie skurczy i isoptin. Miałam się oszczędzać i kilka dni poleżeć. Po 3 dniach na polecenie lekarza odstawiłam leki. Znowu chodziłam na ćwiczenia, oczywiście za zgodą lekarza, który twierdzi, że ruch w ciąży jest bardzo ważny i jeśli tylko mam siły mogę ćwiczyć. Tak tez zrobiłam.
Następnie 23 października kolejna wizyta u ginekologa, okazało się, że szyjka macicy się skróciła, coraz częściej napinał mi się brzuch, główka dziecka coraz niżej. Znowu dostałam leki fenoterol i isoptin. Mimo to uczęszczałam na zajęcia cały październik. Następnie w listopadzie jakiś czas odpoczywałam i nie chodziłam na zajęcia, jednak troszkę ćwiczyłam w domu sama . Bardzo potrzebowałam ruchu, to mi dawało energię. 17 listopada lekarz zalecił odstawienie leków i pozwolił na ćwiczenia. Udało mi się przyjść na kilka zajęć. Codziennie robiłam sobie godzinny spacer po parku. Ostatni raz byłam na zajęciach 3 grudnia, we wtorek a w środę 4 grudnia urodziłam wspaniałego synka.
To był naprawdę cud narodzin. Poród przebiegł moim zdaniem bardzo szybko!!! Rano o 9.00 zaczęły powoli odpływać mi wody. Do szpitala Św. Rodziny pojechaliśmy z mężem o 12.00. Tam po zbadaniu okazało się, że mam 3 cm rozwarcia i mam udać się na porodówkę. Niestety było w ten dzień dużo rodzących i do około 14.30 czekałam na wolną salę. Zaczęłam od chodzenia po korytarzu szpitalnym, później juz w sali porodowej skakałam na piłce, kucałam sobie często i się szybko poród rozkręcał. Nie czułam skurczy, a w zamian za to okropne bóle krzyżowe.
Dzięki wspaniałej położnej Pani Danusi czułam się tam bezpiecznie i byłam cały czas informowana, co się dzieje. Bardzo pomogła mi piłka i to kucanie, jednak pomocne było również moje paplanie z położnymi. Jedna z Pań powiedziała, że jest w szoku, ile ja mówię i że mam tyle siły na to, a mi miła pogawędka z Paniami położnymi naprawdę pomogła. O godz. 17.52 urodziłam wspaniałego syna Jakuba.
No, ale tyle o porodzie. Teraz opowieść o tym, co było po. Już następnego dnia po, (zaznaczam, że noc po porodzie nie zmrużyłam oka, tyle miałam emocji w sobie i nareszcie dzidziusia obok mnie), mimo naciętego krocza chodziłam swobodnie, siadałam, sama zajmowałam się synkiem. Miałam zdecydowanie dużo siły, aby zająć się maluszkiem. Po powrocie do domu od razu zajęłam się dzieckiem, domem, sobą i na wszystko miałam siłę. Z dnia na dzień czuje sie coraz silniej, ciało w zaskakującym tempie wraca do formy sprzed ciąży" i ja wiem, że to zasługa ćwiczeń. Myślałam, że po porodzie będą musiały upłynąć długie tygodnie abym rozpoznała moje ciałoJa tu miłe zaskoczenie, kila dni po porodzie ja już widziałam moją talię prawie taką jak sprzed ciąży. Ogólnie całe ciała jest jędrne, silne i gotowe aby znosić nieprzespane noce itp.:)
Jeszcze raz dziękuję wspaniałym prowadzącym za ćwiczenia z nimi i za ich wspaniałe podejście do nas ćwiczących.
Dziewczyny ĆWICZCIE! To pomaga ja to wiem. A wasze ciało samo wam powie, czy przesadzacie z ruchem czy wręcz przeciwnie, że ono ruchu potrzebuje!! Tak było u mnie."
Tym razem zapraszamy do lektury wspomnień ćwiczeniowo-porodowych Kasi, mamy Kubusia. Jest to lektura bardzo krzepiąca. Zwróćcie uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze ciąża Kasi nie była bezproblemowa, plamiła, trafiła do szpitala, brała leki, ale jej lekarzowi nie przyszło do głowy, żeby zabronić się jej ruszać. Po drugie Kasia przegadała cały poród. To dowód, że poród nie musi być traumą, jak próbują Wam wmówić, np. media lub czasem inne kobiety.
"Na ćwiczenia zaczęłam chodzić 5 września. Bardzo lubiłam te zajęcia i czułam się po nich wspaniale. Nie bolał mnie kręgosłup, nie miałam obrzęków na nogach - zero dolegliwości i dużo pozytywnej energii.
Niestety 5 października trafiłam do szpitala z plamieniem. Zakwalifikowano to jako zagrożenie porodem przedwczesnym i musiałam poleżeć w szpitalu 3 doby. Plamienie samoistnie ustało. Niestety 10 października pojechałam na awaryjną wizytę do ginekologa prowadzącego moją ciążę, gdyż znowu miałam lekkie plamienie i ból w podbrzuszu podobny do bólu miesiączkowego. Ginekolog zalecił lek fenoterol na zatrzymanie skurczy i isoptin. Miałam się oszczędzać i kilka dni poleżeć. Po 3 dniach na polecenie lekarza odstawiłam leki. Znowu chodziłam na ćwiczenia, oczywiście za zgodą lekarza, który twierdzi, że ruch w ciąży jest bardzo ważny i jeśli tylko mam siły mogę ćwiczyć. Tak tez zrobiłam.
Następnie 23 października kolejna wizyta u ginekologa, okazało się, że szyjka macicy się skróciła, coraz częściej napinał mi się brzuch, główka dziecka coraz niżej. Znowu dostałam leki fenoterol i isoptin. Mimo to uczęszczałam na zajęcia cały październik. Następnie w listopadzie jakiś czas odpoczywałam i nie chodziłam na zajęcia, jednak troszkę ćwiczyłam w domu sama . Bardzo potrzebowałam ruchu, to mi dawało energię. 17 listopada lekarz zalecił odstawienie leków i pozwolił na ćwiczenia. Udało mi się przyjść na kilka zajęć. Codziennie robiłam sobie godzinny spacer po parku. Ostatni raz byłam na zajęciach 3 grudnia, we wtorek a w środę 4 grudnia urodziłam wspaniałego synka.
To był naprawdę cud narodzin. Poród przebiegł moim zdaniem bardzo szybko!!! Rano o 9.00 zaczęły powoli odpływać mi wody. Do szpitala Św. Rodziny pojechaliśmy z mężem o 12.00. Tam po zbadaniu okazało się, że mam 3 cm rozwarcia i mam udać się na porodówkę. Niestety było w ten dzień dużo rodzących i do około 14.30 czekałam na wolną salę. Zaczęłam od chodzenia po korytarzu szpitalnym, później juz w sali porodowej skakałam na piłce, kucałam sobie często i się szybko poród rozkręcał. Nie czułam skurczy, a w zamian za to okropne bóle krzyżowe.
Dzięki wspaniałej położnej Pani Danusi czułam się tam bezpiecznie i byłam cały czas informowana, co się dzieje. Bardzo pomogła mi piłka i to kucanie, jednak pomocne było również moje paplanie z położnymi. Jedna z Pań powiedziała, że jest w szoku, ile ja mówię i że mam tyle siły na to, a mi miła pogawędka z Paniami położnymi naprawdę pomogła. O godz. 17.52 urodziłam wspaniałego syna Jakuba.
No, ale tyle o porodzie. Teraz opowieść o tym, co było po. Już następnego dnia po, (zaznaczam, że noc po porodzie nie zmrużyłam oka, tyle miałam emocji w sobie i nareszcie dzidziusia obok mnie), mimo naciętego krocza chodziłam swobodnie, siadałam, sama zajmowałam się synkiem. Miałam zdecydowanie dużo siły, aby zająć się maluszkiem. Po powrocie do domu od razu zajęłam się dzieckiem, domem, sobą i na wszystko miałam siłę. Z dnia na dzień czuje sie coraz silniej, ciało w zaskakującym tempie wraca do formy sprzed ciąży" i ja wiem, że to zasługa ćwiczeń. Myślałam, że po porodzie będą musiały upłynąć długie tygodnie abym rozpoznała moje ciałoJa tu miłe zaskoczenie, kila dni po porodzie ja już widziałam moją talię prawie taką jak sprzed ciąży. Ogólnie całe ciała jest jędrne, silne i gotowe aby znosić nieprzespane noce itp.:)
Jeszcze raz dziękuję wspaniałym prowadzącym za ćwiczenia z nimi i za ich wspaniałe podejście do nas ćwiczących.
Dziewczyny ĆWICZCIE! To pomaga ja to wiem. A wasze ciało samo wam powie, czy przesadzacie z ruchem czy wręcz przeciwnie, że ono ruchu potrzebuje!! Tak było u mnie."
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


