(79) A jednak (niektóre) celebrytki ruszają się w ciąży!
Zachęcona tytułem z okładki "Jak wspominam swoją ciążę?" kupiłam styczniowy numer "Claudii". Szczerze mówiąc "zachęcona" to złe słowo. Już zgrzytałam zębami, czekając na kolejne rewelacje typu: "Przed ciążą byłam regularną klientką fitness klubu, w ciąży oczywiście zrezygnowałam", "Wszystko mnie bolało, dużo i szybko utyłam, ale na to przecież nie ma rady".
A tu miłe zaskoczenie. Umiarkowanie miłe, ale jednak. Na pięć egzaminowanych mam, trzy były aktywne w ciąży:
- Natalia Przybysz ćwiczyła i uczyła jogi,
- Monika Mozrozowska ćwiczyła jogę,
- Beata Sadowska biegała, a nawet wzięła udział w biegu na 10 kilometrów. Ona zetknęła się z tym o czym tu w kółko piszemy - z idiotycznymi stereotypami: "Razem biegaliśmy choć odsądzano mnie od czci i wiary". Ludzie! Jeśli już musicie kogokolwiek "odsądzać od czci i wiary", to odsądzajcie kobiety nieruchawe, takie co przemieszczają się tylko z kanapy do samochodu. To one niewyobrażalnie szkodzą sobie i swojemu dziecku!
Wypowiedź czwartej z mam - Sylwii Gruchały, mi jako promotorce aktywności w ciąży, bardzo się nie podoba. Trudno wnioskować cokolwiek na podstawie paska tekstu, ale odebrałam go tak, że Pani Sylwia po jednorazowym krwawieniu na samym początku ciąży całkiem zarzuciła treningi i jakikolwiek ruch, chociaż do końca ciąży nic złego się już nie wydarzyło. To tym bardziej przerażające, że ona była najprawdopodobniej pod opieką jakiegoś "świetnego" lekarza, lekarzy, a może całego teamu specjalistów od zdrowia. Jeśli oni tak jej poradzili...
Moje Drogie, sport, nawet wyczynowy nie jest przyczyną krwawień. Oczywiście nie znaczy to, że Pani Sylwia miała zignorować je i dokończyć zgrupowanie, ale po obserwacji, znalezieniu przyczyn lub nie znalezieniu, należało wrócić do aktywności fizycznej, w najgorszym razie rekreacyjnej. Ona tego nie zrobiła, ale po sklepach biegała... Wyobrażacie sobie jaki to musiał być szok dla organizmu - od wyczynu do bezruchu wzmocnionego prez zmiany ciążowe? No i na skutki nie trzeba było czekać - przyznała, że strasznie przytyła, a poród to "niewyobrażalny ból". Poza tym obawiam się, że po takiej wypowiedzi jakaś przykładowa Pani Ola z Krakowa, która wreszcie w siódmym miesiącu chciała się zapisać na godzinne ćwiczenia ciążowe, nie zrobi tego. Pomyśli: "Jak Sylwia Gruchała zaczęła krwawić na zgrupowaniu, to ja się jednak pooszczędzam"...
Od ćwiczenia się nie rodzi, to bezczynność szkodzi!
Stowarzyszenie na Rzecz Wspierania Kobiet "Dbamy o Mamy"
poniedziałek, 20 stycznia 2014
wtorek, 7 stycznia 2014
(78) Jeszcze raz o zaświadczeniach lekarskich.
Ponieważ ostatnio kilka potencjalnych klientek pytało o to, czy wymagamy zaświadczeń lekarskich przed podjęciem ćwiczeń, powtarzamy dla Was wpis nr 53.
(53) Zaświadczenie od lekarza na zajęcia ciążowe.
Nasze przyszłe klientki często pytają, czy wymagamy zaświadczeń od ginekologa przed podjęciem ćwiczeń. Nie wymagamy. Wiemy, że niektórzy tak robią, ale pomysł wydaje nam się dość absurdalny, rodem sprzed lat.
Bo jak można zinterpretować żądanie zaświadczenia? Może tak: "Tobie nie wierzymy, będziemy rozmawiać tylko z ginekologiem, nie jesteś dla nas partnerką". To jedna sprawa, ale idźmy dalej.
Załóżmy, że masz takie zaświadczenie wystawione w piątek. We wtorek zamierzasz u nas ćwiczyć, ale źle się czujesz (np. początki przeziębienia albo ból głowy). Decyzję o ćwiczeniach podejmiesz na podstawie piątkowego papierka od doktora, czy aktualnej sytuacji i zdrowego rozsądku? Na pewno zdrowego rozsądku. Po cóż więc byłaby taka absurdalna niekonsekwencja - niby decyduje doktor, bo Twoje zdanie się nie liczy, ale tak naprawdę to Ty decydujesz, bo to Ty jesteś ze sobą 24 godziny na dobę.
Albo inaczej: gdybyśmy żądały zaświadczeń, to musiałybyśmy ich żądać chyba przed każdymi ćwiczeniami, bo niby z jaką częstotliwością? Wyobrażacie sobie, żeby ktoś chodził dwa razy w tygodniu do ginekologa, żeby poćwiczyć?
Poza tym pytanie o zgodę na ćwiczenia, jest równie sensowne jak pytania: "Czy aby na pewno mogę się zdrowo odżywiać?", "Czy aby na pewno mogę się wysypiać?", "Czy wolno mi się nie stresować?". Moje Drogie, ruch to zdrowie. Zawsze. Musisz mieć naprawdę poważny powód, żeby w ogóle pytać o zgodę na ruch i jeszcze poważniejszy, żeby nie ćwiczyć. Bezruch to jest mniejsze zło, a nie profilaktyka.
Ponieważ ostatnio kilka potencjalnych klientek pytało o to, czy wymagamy zaświadczeń lekarskich przed podjęciem ćwiczeń, powtarzamy dla Was wpis nr 53.
(53) Zaświadczenie od lekarza na zajęcia ciążowe.
Nasze przyszłe klientki często pytają, czy wymagamy zaświadczeń od ginekologa przed podjęciem ćwiczeń. Nie wymagamy. Wiemy, że niektórzy tak robią, ale pomysł wydaje nam się dość absurdalny, rodem sprzed lat.
Bo jak można zinterpretować żądanie zaświadczenia? Może tak: "Tobie nie wierzymy, będziemy rozmawiać tylko z ginekologiem, nie jesteś dla nas partnerką". To jedna sprawa, ale idźmy dalej.
Załóżmy, że masz takie zaświadczenie wystawione w piątek. We wtorek zamierzasz u nas ćwiczyć, ale źle się czujesz (np. początki przeziębienia albo ból głowy). Decyzję o ćwiczeniach podejmiesz na podstawie piątkowego papierka od doktora, czy aktualnej sytuacji i zdrowego rozsądku? Na pewno zdrowego rozsądku. Po cóż więc byłaby taka absurdalna niekonsekwencja - niby decyduje doktor, bo Twoje zdanie się nie liczy, ale tak naprawdę to Ty decydujesz, bo to Ty jesteś ze sobą 24 godziny na dobę.
Albo inaczej: gdybyśmy żądały zaświadczeń, to musiałybyśmy ich żądać chyba przed każdymi ćwiczeniami, bo niby z jaką częstotliwością? Wyobrażacie sobie, żeby ktoś chodził dwa razy w tygodniu do ginekologa, żeby poćwiczyć?
Poza tym pytanie o zgodę na ćwiczenia, jest równie sensowne jak pytania: "Czy aby na pewno mogę się zdrowo odżywiać?", "Czy aby na pewno mogę się wysypiać?", "Czy wolno mi się nie stresować?". Moje Drogie, ruch to zdrowie. Zawsze. Musisz mieć naprawdę poważny powód, żeby w ogóle pytać o zgodę na ruch i jeszcze poważniejszy, żeby nie ćwiczyć. Bezruch to jest mniejsze zło, a nie profilaktyka.
piątek, 27 grudnia 2013
(77) O tym jak Kasia poród przegadała
Tym razem zapraszamy do lektury wspomnień ćwiczeniowo-porodowych Kasi, mamy Kubusia. Jest to lektura bardzo krzepiąca. Zwróćcie uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze ciąża Kasi nie była bezproblemowa, plamiła, trafiła do szpitala, brała leki, ale jej lekarzowi nie przyszło do głowy, żeby zabronić się jej ruszać. Po drugie Kasia przegadała cały poród. To dowód, że poród nie musi być traumą, jak próbują Wam wmówić, np. media lub czasem inne kobiety.
"Na ćwiczenia zaczęłam chodzić 5 września. Bardzo lubiłam te zajęcia i czułam się po nich wspaniale. Nie bolał mnie kręgosłup, nie miałam obrzęków na nogach - zero dolegliwości i dużo pozytywnej energii.
Niestety 5 października trafiłam do szpitala z plamieniem. Zakwalifikowano to jako zagrożenie porodem przedwczesnym i musiałam poleżeć w szpitalu 3 doby. Plamienie samoistnie ustało. Niestety 10 października pojechałam na awaryjną wizytę do ginekologa prowadzącego moją ciążę, gdyż znowu miałam lekkie plamienie i ból w podbrzuszu podobny do bólu miesiączkowego. Ginekolog zalecił lek fenoterol na zatrzymanie skurczy i isoptin. Miałam się oszczędzać i kilka dni poleżeć. Po 3 dniach na polecenie lekarza odstawiłam leki. Znowu chodziłam na ćwiczenia, oczywiście za zgodą lekarza, który twierdzi, że ruch w ciąży jest bardzo ważny i jeśli tylko mam siły mogę ćwiczyć. Tak tez zrobiłam.
Następnie 23 października kolejna wizyta u ginekologa, okazało się, że szyjka macicy się skróciła, coraz częściej napinał mi się brzuch, główka dziecka coraz niżej. Znowu dostałam leki fenoterol i isoptin. Mimo to uczęszczałam na zajęcia cały październik. Następnie w listopadzie jakiś czas odpoczywałam i nie chodziłam na zajęcia, jednak troszkę ćwiczyłam w domu sama . Bardzo potrzebowałam ruchu, to mi dawało energię. 17 listopada lekarz zalecił odstawienie leków i pozwolił na ćwiczenia. Udało mi się przyjść na kilka zajęć. Codziennie robiłam sobie godzinny spacer po parku. Ostatni raz byłam na zajęciach 3 grudnia, we wtorek a w środę 4 grudnia urodziłam wspaniałego synka.
To był naprawdę cud narodzin. Poród przebiegł moim zdaniem bardzo szybko!!! Rano o 9.00 zaczęły powoli odpływać mi wody. Do szpitala Św. Rodziny pojechaliśmy z mężem o 12.00. Tam po zbadaniu okazało się, że mam 3 cm rozwarcia i mam udać się na porodówkę. Niestety było w ten dzień dużo rodzących i do około 14.30 czekałam na wolną salę. Zaczęłam od chodzenia po korytarzu szpitalnym, później juz w sali porodowej skakałam na piłce, kucałam sobie często i się szybko poród rozkręcał. Nie czułam skurczy, a w zamian za to okropne bóle krzyżowe.
Dzięki wspaniałej położnej Pani Danusi czułam się tam bezpiecznie i byłam cały czas informowana, co się dzieje. Bardzo pomogła mi piłka i to kucanie, jednak pomocne było również moje paplanie z położnymi. Jedna z Pań powiedziała, że jest w szoku, ile ja mówię i że mam tyle siły na to, a mi miła pogawędka z Paniami położnymi naprawdę pomogła. O godz. 17.52 urodziłam wspaniałego syna Jakuba.
No, ale tyle o porodzie. Teraz opowieść o tym, co było po. Już następnego dnia po, (zaznaczam, że noc po porodzie nie zmrużyłam oka, tyle miałam emocji w sobie i nareszcie dzidziusia obok mnie), mimo naciętego krocza chodziłam swobodnie, siadałam, sama zajmowałam się synkiem. Miałam zdecydowanie dużo siły, aby zająć się maluszkiem. Po powrocie do domu od razu zajęłam się dzieckiem, domem, sobą i na wszystko miałam siłę. Z dnia na dzień czuje sie coraz silniej, ciało w zaskakującym tempie wraca do formy sprzed ciąży" i ja wiem, że to zasługa ćwiczeń. Myślałam, że po porodzie będą musiały upłynąć długie tygodnie abym rozpoznała moje ciałoJa tu miłe zaskoczenie, kila dni po porodzie ja już widziałam moją talię prawie taką jak sprzed ciąży. Ogólnie całe ciała jest jędrne, silne i gotowe aby znosić nieprzespane noce itp.:)
Jeszcze raz dziękuję wspaniałym prowadzącym za ćwiczenia z nimi i za ich wspaniałe podejście do nas ćwiczących.
Dziewczyny ĆWICZCIE! To pomaga ja to wiem. A wasze ciało samo wam powie, czy przesadzacie z ruchem czy wręcz przeciwnie, że ono ruchu potrzebuje!! Tak było u mnie."
Tym razem zapraszamy do lektury wspomnień ćwiczeniowo-porodowych Kasi, mamy Kubusia. Jest to lektura bardzo krzepiąca. Zwróćcie uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze ciąża Kasi nie była bezproblemowa, plamiła, trafiła do szpitala, brała leki, ale jej lekarzowi nie przyszło do głowy, żeby zabronić się jej ruszać. Po drugie Kasia przegadała cały poród. To dowód, że poród nie musi być traumą, jak próbują Wam wmówić, np. media lub czasem inne kobiety.
"Na ćwiczenia zaczęłam chodzić 5 września. Bardzo lubiłam te zajęcia i czułam się po nich wspaniale. Nie bolał mnie kręgosłup, nie miałam obrzęków na nogach - zero dolegliwości i dużo pozytywnej energii.
Niestety 5 października trafiłam do szpitala z plamieniem. Zakwalifikowano to jako zagrożenie porodem przedwczesnym i musiałam poleżeć w szpitalu 3 doby. Plamienie samoistnie ustało. Niestety 10 października pojechałam na awaryjną wizytę do ginekologa prowadzącego moją ciążę, gdyż znowu miałam lekkie plamienie i ból w podbrzuszu podobny do bólu miesiączkowego. Ginekolog zalecił lek fenoterol na zatrzymanie skurczy i isoptin. Miałam się oszczędzać i kilka dni poleżeć. Po 3 dniach na polecenie lekarza odstawiłam leki. Znowu chodziłam na ćwiczenia, oczywiście za zgodą lekarza, który twierdzi, że ruch w ciąży jest bardzo ważny i jeśli tylko mam siły mogę ćwiczyć. Tak tez zrobiłam.
Następnie 23 października kolejna wizyta u ginekologa, okazało się, że szyjka macicy się skróciła, coraz częściej napinał mi się brzuch, główka dziecka coraz niżej. Znowu dostałam leki fenoterol i isoptin. Mimo to uczęszczałam na zajęcia cały październik. Następnie w listopadzie jakiś czas odpoczywałam i nie chodziłam na zajęcia, jednak troszkę ćwiczyłam w domu sama . Bardzo potrzebowałam ruchu, to mi dawało energię. 17 listopada lekarz zalecił odstawienie leków i pozwolił na ćwiczenia. Udało mi się przyjść na kilka zajęć. Codziennie robiłam sobie godzinny spacer po parku. Ostatni raz byłam na zajęciach 3 grudnia, we wtorek a w środę 4 grudnia urodziłam wspaniałego synka.
To był naprawdę cud narodzin. Poród przebiegł moim zdaniem bardzo szybko!!! Rano o 9.00 zaczęły powoli odpływać mi wody. Do szpitala Św. Rodziny pojechaliśmy z mężem o 12.00. Tam po zbadaniu okazało się, że mam 3 cm rozwarcia i mam udać się na porodówkę. Niestety było w ten dzień dużo rodzących i do około 14.30 czekałam na wolną salę. Zaczęłam od chodzenia po korytarzu szpitalnym, później juz w sali porodowej skakałam na piłce, kucałam sobie często i się szybko poród rozkręcał. Nie czułam skurczy, a w zamian za to okropne bóle krzyżowe.
Dzięki wspaniałej położnej Pani Danusi czułam się tam bezpiecznie i byłam cały czas informowana, co się dzieje. Bardzo pomogła mi piłka i to kucanie, jednak pomocne było również moje paplanie z położnymi. Jedna z Pań powiedziała, że jest w szoku, ile ja mówię i że mam tyle siły na to, a mi miła pogawędka z Paniami położnymi naprawdę pomogła. O godz. 17.52 urodziłam wspaniałego syna Jakuba.
No, ale tyle o porodzie. Teraz opowieść o tym, co było po. Już następnego dnia po, (zaznaczam, że noc po porodzie nie zmrużyłam oka, tyle miałam emocji w sobie i nareszcie dzidziusia obok mnie), mimo naciętego krocza chodziłam swobodnie, siadałam, sama zajmowałam się synkiem. Miałam zdecydowanie dużo siły, aby zająć się maluszkiem. Po powrocie do domu od razu zajęłam się dzieckiem, domem, sobą i na wszystko miałam siłę. Z dnia na dzień czuje sie coraz silniej, ciało w zaskakującym tempie wraca do formy sprzed ciąży" i ja wiem, że to zasługa ćwiczeń. Myślałam, że po porodzie będą musiały upłynąć długie tygodnie abym rozpoznała moje ciałoJa tu miłe zaskoczenie, kila dni po porodzie ja już widziałam moją talię prawie taką jak sprzed ciąży. Ogólnie całe ciała jest jędrne, silne i gotowe aby znosić nieprzespane noce itp.:)
Jeszcze raz dziękuję wspaniałym prowadzącym za ćwiczenia z nimi i za ich wspaniałe podejście do nas ćwiczących.
Dziewczyny ĆWICZCIE! To pomaga ja to wiem. A wasze ciało samo wam powie, czy przesadzacie z ruchem czy wręcz przeciwnie, że ono ruchu potrzebuje!! Tak było u mnie."
wtorek, 17 grudnia 2013
(76) Media (znowu) kłamią
Media (znowu) kłamią. Tak, wiem, że nie specjalnie, tylko z braku znajomości tematu, ale jednak robią Wam krzywdę.
Obejrzyjcie sobie grudniowy materiał z Dzień Dobry TVN, ale nie w celach szkoleniowych, bo niczego się nie nauczycie, tylko dla śmiechu:
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/w-zaawansowanej-ciazy-podnosila-ciezary,107413.html
Informację o Amerykance podnoszącej ciężary mój kolega nazwałby (przepraszam za wyrażenie) "njusem z d _ _ y" (dla niedomyślnych - to jest niecenzuralny wyraz na cztery litery).
Wiele krzyku o nic, poważne miny i poważne rozważania, gdy tymczasem:
- po pierwsze nie wiemy, co ta dziewczyna naprawdę trenowała, jak często, jak długo, z jakim obciążeniem, jak to się miało do poziomu przedciążowego. A może wykonywała inne ćwiczenia, a przy sztandze tylko pozowała? Jak pisze nasza Kasia - fizjoterapeutka na naszym FB, podnoszenie ciężarów, to nie jest, oględnie mówiąc, najlepszy sport ciążowy, ale z drugiej strony, jeśli ta dziewczyna pół życia nic innego nie robiła, to stosują sie do niej inne zasady. Ja mogłabym rzeczywiście "urodzić" przy próbie podniesienia sztangi, a na pewno oczy by mi z orbit wyszły, ale dla niej to mogło być, jak dla nas podniesienie dwóch kilogramów cukru! Nie mając danych nie wszczynajmy abstrakcyjnej dykusji.
- po drugie problemem w Polsce jest nie to, że szalone ciężarne sztangistki masowo podrzucają ciężary, że przyszłe mamy ćwiczą po 8 godzin dziennie, że urywają się z oddziałów patologii ciąży na aerobik. Problemem w Polsce jest to, że zdrowe kobiety (i wielu lekarzy) gorąco wierzą, że ruch w ciąży szkodzi, co skutkuje tym, że może góra 10% z nich się w ogóle rusza, a jakiś 1% regularnie. To jest poważny problem epidemiologiczny, którego nikt zdaje się nie dostrzegać.
Nie skupiajmy się więc na ekstremach, a na prawdziwym, powszechnym problemie - bezruchu ciężarnych i fantastycznych stereotypach. Problemem są kompletnie nieruchawe, obolałe, sztywne, opuchnięte, przerażone, nieprzygotowane do porodu przyszłe mamy, przekonane jeszcze o swojej odpowiedzialności i rozsądku, a nie jedna amerykańska sztangistka.
Co do wystąpienia doktora, to tu muszę wypunktować trzy rzeczy:
1) Co mają badania o ciężkiej pracy fizycznej do rekreacyjnej aktywności fizycznej? Nic (to udowodnione naukowo, mogę podać źródło), ale jeśli się tak zacznie, to się fajnie dodatkowo przestraszy i tak obawiające się wstać z kanapy przyszłe mamy.
2) Kompletnie nie zgadzam się z tym, że jeśli się przed ciążą nie ćwiczyło, to należy nadal nie ćwiczyć. Oczywiście nie należy startować "od zera do setki". Jeśli ostatni raz ćwiczyłaś na wuefie w podstawówce, to nie zapisuj się na maraton aerobikowy, ale jest mnóstwo innych możliwości. Trzeba tylko zachować zdrowy rozsądek.
Miałyśmy dziesiątki klientek, które po długiej przerwie wróciły do aktywności fizycznej w ciąży (bo wreszcie miały czas). Choćby dziś dołączyła do nas Kasia, która od trzech lat nie ćwiczyła (tj. od pierwszej ciąży). Wszystkie żyją i mają się dobrze, a niektóre nawet zostały maniaczkami ruchu. Zresztą znów potwierdzają to badania - MOŻNA zacząć aktywność fizyczną w ciąży.
3) O co chodzi z tym procesem, o którym doktor mówi na koniec? Że dzieciak matce wytoczy? Procesy to powinny wytoczyć dzieci matek, które cała ciążę się leniły Badania dowodzą, że to właśnie takie dzieci zbyt wcześnie lub zbyt późno się rodzą, ich łożysko jest słabiej rozwinięte, często więcej ważą (mają więcej niepotrzebnego tłuszczu), są gorzej rozwinięte motorycznie, a niektórzy twierdzą nawet, że intelektualnie (za mało bodźców), itd.
Niestety, wiem z doświadczenia, że statystyczna kobieta z wypowiedzi doktora zapamiętała tylko wszystkie "ale" (choć momentami wypowiadał się bardzo pozytywnie o ćwiczeniach). Dlatego błagam o mniej powściągliwości.
Powtarzam, problemem nie są wariatki przybiegające z krwotokiem na zumbę. Problemem są zdrowe ciężarne kobiety nie ruszające palcem w bucie.
Proponuję kolejnego, tym razem prawdziwego njusa: "Co roku 396 tysięcy kobiet w Polsce szkodzi sobie i swoim dzieciom kompletnym bezruchem w ciąży. W tym masowym i zbrodniczym procederze wspierają ich często lekarze".
Media (znowu) kłamią. Tak, wiem, że nie specjalnie, tylko z braku znajomości tematu, ale jednak robią Wam krzywdę.
Obejrzyjcie sobie grudniowy materiał z Dzień Dobry TVN, ale nie w celach szkoleniowych, bo niczego się nie nauczycie, tylko dla śmiechu:
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/w-zaawansowanej-ciazy-podnosila-ciezary,107413.html
Informację o Amerykance podnoszącej ciężary mój kolega nazwałby (przepraszam za wyrażenie) "njusem z d _ _ y" (dla niedomyślnych - to jest niecenzuralny wyraz na cztery litery).
Wiele krzyku o nic, poważne miny i poważne rozważania, gdy tymczasem:
- po pierwsze nie wiemy, co ta dziewczyna naprawdę trenowała, jak często, jak długo, z jakim obciążeniem, jak to się miało do poziomu przedciążowego. A może wykonywała inne ćwiczenia, a przy sztandze tylko pozowała? Jak pisze nasza Kasia - fizjoterapeutka na naszym FB, podnoszenie ciężarów, to nie jest, oględnie mówiąc, najlepszy sport ciążowy, ale z drugiej strony, jeśli ta dziewczyna pół życia nic innego nie robiła, to stosują sie do niej inne zasady. Ja mogłabym rzeczywiście "urodzić" przy próbie podniesienia sztangi, a na pewno oczy by mi z orbit wyszły, ale dla niej to mogło być, jak dla nas podniesienie dwóch kilogramów cukru! Nie mając danych nie wszczynajmy abstrakcyjnej dykusji.
- po drugie problemem w Polsce jest nie to, że szalone ciężarne sztangistki masowo podrzucają ciężary, że przyszłe mamy ćwiczą po 8 godzin dziennie, że urywają się z oddziałów patologii ciąży na aerobik. Problemem w Polsce jest to, że zdrowe kobiety (i wielu lekarzy) gorąco wierzą, że ruch w ciąży szkodzi, co skutkuje tym, że może góra 10% z nich się w ogóle rusza, a jakiś 1% regularnie. To jest poważny problem epidemiologiczny, którego nikt zdaje się nie dostrzegać.
Nie skupiajmy się więc na ekstremach, a na prawdziwym, powszechnym problemie - bezruchu ciężarnych i fantastycznych stereotypach. Problemem są kompletnie nieruchawe, obolałe, sztywne, opuchnięte, przerażone, nieprzygotowane do porodu przyszłe mamy, przekonane jeszcze o swojej odpowiedzialności i rozsądku, a nie jedna amerykańska sztangistka.
Co do wystąpienia doktora, to tu muszę wypunktować trzy rzeczy:
1) Co mają badania o ciężkiej pracy fizycznej do rekreacyjnej aktywności fizycznej? Nic (to udowodnione naukowo, mogę podać źródło), ale jeśli się tak zacznie, to się fajnie dodatkowo przestraszy i tak obawiające się wstać z kanapy przyszłe mamy.
2) Kompletnie nie zgadzam się z tym, że jeśli się przed ciążą nie ćwiczyło, to należy nadal nie ćwiczyć. Oczywiście nie należy startować "od zera do setki". Jeśli ostatni raz ćwiczyłaś na wuefie w podstawówce, to nie zapisuj się na maraton aerobikowy, ale jest mnóstwo innych możliwości. Trzeba tylko zachować zdrowy rozsądek.
Miałyśmy dziesiątki klientek, które po długiej przerwie wróciły do aktywności fizycznej w ciąży (bo wreszcie miały czas). Choćby dziś dołączyła do nas Kasia, która od trzech lat nie ćwiczyła (tj. od pierwszej ciąży). Wszystkie żyją i mają się dobrze, a niektóre nawet zostały maniaczkami ruchu. Zresztą znów potwierdzają to badania - MOŻNA zacząć aktywność fizyczną w ciąży.
3) O co chodzi z tym procesem, o którym doktor mówi na koniec? Że dzieciak matce wytoczy? Procesy to powinny wytoczyć dzieci matek, które cała ciążę się leniły Badania dowodzą, że to właśnie takie dzieci zbyt wcześnie lub zbyt późno się rodzą, ich łożysko jest słabiej rozwinięte, często więcej ważą (mają więcej niepotrzebnego tłuszczu), są gorzej rozwinięte motorycznie, a niektórzy twierdzą nawet, że intelektualnie (za mało bodźców), itd.
Niestety, wiem z doświadczenia, że statystyczna kobieta z wypowiedzi doktora zapamiętała tylko wszystkie "ale" (choć momentami wypowiadał się bardzo pozytywnie o ćwiczeniach). Dlatego błagam o mniej powściągliwości.
Powtarzam, problemem nie są wariatki przybiegające z krwotokiem na zumbę. Problemem są zdrowe ciężarne kobiety nie ruszające palcem w bucie.
Proponuję kolejnego, tym razem prawdziwego njusa: "Co roku 396 tysięcy kobiet w Polsce szkodzi sobie i swoim dzieciom kompletnym bezruchem w ciąży. W tym masowym i zbrodniczym procederze wspierają ich często lekarze".
poniedziałek, 9 grudnia 2013
(75) Kolejne żywe (i piękne) reklamy ćwiczeń :)
I z drugiego listu Asi:
"Podejście do jakiejkowliek aktywności w czasie ciąży jest rzeczywiscie porażające. I to nie tylko wśród 'laików', ale także lekarze radzą, żeby sobie odpuścić (!!!)
Znowu publikujemy list klientki - tym razem Asi, mamy Nadii, która własnym przykładem świadczy o skuteczności ćwiczeń. Poczytaj, może jednak uznasz, że warto wstać z kanapy... I że ruch w ciąży grozi Ci, co najwyżej, dobrym samopoczuciem fizycznym i psychicznym...
"Jak sobie pomyślę, ile czasu minęło od porodu i jak długo zbierałam sie, żeby napisać tego maila to straaaaasznie mi głupio!
Chociaż
z drugiej strony nawet nie wiem kiedy minęły te 3 miesiące. Zatem, z wielkim
opóźnieniem chciałam bardzo, ale to bardzo podziękować za te kilka
miesięcy wspólnych ćwiczeń. Przyznam szczerze, że trochę brakuje mi tych
spotkań i biegania z brzuchem, może dlatego, że ta ciąża była
bezproblemowa, a może właśnie dlatego była bezproblemowa, że ćwiczyłam z
Wami :)
Poród, w porównianiu z pierwszym, a
wtedy nie ćwiczyłam, był ekspresowy - ledwo zdążyłam do szpitala. I
urodziłam poza łożkiem, na krzesełku!!! Położna była chyba bardziej
szcześliwa niż ja, bo podniosłam jej statystyki porodów wertykalnych ;)
W
sumie poród w szpitalu trwał 2 godziny i po drodze były drobne komplikacje, a
raczej wyhamowania akcji, ale ogólnie całość poszła naprawde super :)
Nastepnego dnia miałam normalnie zakwasy w udach więc konkretnie
nakręciłam tymi biodrami i narobiłam przysiadów, ale faktycznie w
pozycji w kucki skurcze mniej bolały. Do pokoju po porodzie przeszłam o
własnych siłach, a już tydzień po biegłam do mojej siostry do szpitala,
żeby poprawić jej poduszke i podnieść na duchu, bo też urodziła dziecko.
Bardzo szybko wróciłam do formy i myśle, że spora w tym
zasługa ćwiczeń.
Raz jeszcze bardzo dziekuję i jestem chodzącą reklamą Waszych zajęć!!!"
I z drugiego listu Asi:
"Podejście do jakiejkowliek aktywności w czasie ciąży jest rzeczywiscie porażające. I to nie tylko wśród 'laików', ale także lekarze radzą, żeby sobie odpuścić (!!!)
A taka aktywność nie
dość, że pomaga zachować kondycję i zebrać siły na poród, to jeszcze
pozwala normalnie funkcjonować fizycznie i psychicznie (zarówno w czasie
ciąży, porodu, ale także po). I rzeczywiscie psychika po porodzie, po
takiej aktywnej ciąży, jest w niesamowitym stanie. - Ja miałam wrażenie
jakby mnie ktoś nafaszerował pozytywną energią. Dziewczyny z mojej
sali były płaczliwe, ledwo z łóżka wstawały, a ja nie mogłam usiedzieć w
miejscu i uśmiech nie schodził mi z twarzy. I przede wszystkim mała
jest o wiele spokojniejsza niż jej brat - bujanie w brzuchu dobrze jej
zrobiło."
piątek, 22 listopada 2013
(74) Rwa kulszowa w ciąży
Na ostatnich zajęciach p. Joasia pytała jak sobie pomóc w ciążowej rwie kulszowej. Może to nie jest najbardziej prawidłowa nazwa, tego co nas może dotknąć w ciąży, ale każdy, kto to ma/miał (miałam...) wie o co chodzi. Taki silny "nerwoból" ciągnący się od pleców przez całą nogę.
Za książką "Your Pregnancy. Quick Guide. Fitness and exercise" G.Curtis (ginekolog) i J. Schuler (współpracowniczka G.Curtis i autorka wielu książek ciążowych) proponuję masaż.
"Niestety" potrzebna będzie Ci do tego druga osoba.
Kładziesz się na "zdrowym" boku. Twój masażysta lub masażystka klęczy obok.
1) Najpierw masażysta głaszcze całą Twoją "chorą" nogę od pośladka w dół, ciągłym ruchem, całą dłonią. Najpierw niech głaszcze przód nogi, potem tył z delikatnym naciskiem. Taki złoty środek - żeby nie było to łaskotanie po wierzchu, ani, z drugiej strony, jakieś bolesne "przepychanie limfy".
2) Następnie niech jedną rękę położy na Twoim biodrze, żeby je ustabilizować (żebyś się nie bujała na boki), a drugą niech ugniata znów całą nogę od góry do dołu. To takie "ugniatanie ciasta". Mój syn mówi, że to tak jakby koń paszczę na nodze zaciskał. Niech "koń" "pogryzie" kilka razy całą nogę.
A teraz wykończenie, składające się z trzech elementów i dotyczące już tylko tyłu nogi:
3) masażysta przeciąga równocześnie oba kciuki od pośladka w dół (raz),
4) robi jeden "głask" całej nogi płaską dłonią (jak na początku) od góry do dołu,
5) tym razem wierzchem dłoni oklepuje przez 15 sekund okolice między pośladkiem a udem.
Pomagają też takie pozycje jak:
- bujanie sie w tył i w przód w pozycji "na czworakach",
- rozciąganie w leżeniu na boku (górną, "chorą" nogę kładziesz na podłodze możliwie blisko swojej twarzy.
Problem w tym, że jak cierpisz, to samo zejście do tych pozycji wydaje się niemożliwe. To może najpierw masaż, a potem te pozycje?
No i jak zawsze dodam swoją mantrę: ruch tu też pomaga. Po pierwsze rozgrzejesz się, rozruszasz i ból stanie się mniej dokuczliwy. A nawet jest taka teoria, że cały ból przez to, że "dzieciak" uciska na nerwy. Jeśli się więc poruszasz, to jest szansa, że go trochę zmotywujesz, żeby łaskawie się odsunął i ból całkiem ustąpi.
Na ostatnich zajęciach p. Joasia pytała jak sobie pomóc w ciążowej rwie kulszowej. Może to nie jest najbardziej prawidłowa nazwa, tego co nas może dotknąć w ciąży, ale każdy, kto to ma/miał (miałam...) wie o co chodzi. Taki silny "nerwoból" ciągnący się od pleców przez całą nogę.
Za książką "Your Pregnancy. Quick Guide. Fitness and exercise" G.Curtis (ginekolog) i J. Schuler (współpracowniczka G.Curtis i autorka wielu książek ciążowych) proponuję masaż.
"Niestety" potrzebna będzie Ci do tego druga osoba.
Kładziesz się na "zdrowym" boku. Twój masażysta lub masażystka klęczy obok.
1) Najpierw masażysta głaszcze całą Twoją "chorą" nogę od pośladka w dół, ciągłym ruchem, całą dłonią. Najpierw niech głaszcze przód nogi, potem tył z delikatnym naciskiem. Taki złoty środek - żeby nie było to łaskotanie po wierzchu, ani, z drugiej strony, jakieś bolesne "przepychanie limfy".
2) Następnie niech jedną rękę położy na Twoim biodrze, żeby je ustabilizować (żebyś się nie bujała na boki), a drugą niech ugniata znów całą nogę od góry do dołu. To takie "ugniatanie ciasta". Mój syn mówi, że to tak jakby koń paszczę na nodze zaciskał. Niech "koń" "pogryzie" kilka razy całą nogę.
A teraz wykończenie, składające się z trzech elementów i dotyczące już tylko tyłu nogi:
3) masażysta przeciąga równocześnie oba kciuki od pośladka w dół (raz),
4) robi jeden "głask" całej nogi płaską dłonią (jak na początku) od góry do dołu,
5) tym razem wierzchem dłoni oklepuje przez 15 sekund okolice między pośladkiem a udem.
Pomagają też takie pozycje jak:
- bujanie sie w tył i w przód w pozycji "na czworakach",
- rozciąganie w leżeniu na boku (górną, "chorą" nogę kładziesz na podłodze możliwie blisko swojej twarzy.
Problem w tym, że jak cierpisz, to samo zejście do tych pozycji wydaje się niemożliwe. To może najpierw masaż, a potem te pozycje?
No i jak zawsze dodam swoją mantrę: ruch tu też pomaga. Po pierwsze rozgrzejesz się, rozruszasz i ból stanie się mniej dokuczliwy. A nawet jest taka teoria, że cały ból przez to, że "dzieciak" uciska na nerwy. Jeśli się więc poruszasz, to jest szansa, że go trochę zmotywujesz, żeby łaskawie się odsunął i ból całkiem ustąpi.
niedziela, 17 listopada 2013
(73) Ciążowy taniec brzucha
W piątek (15 listopada) wznowiłyśmy po przerwie taniec brzucha dla przyszłych mam.
To zdjęcie z tych zajęć. Miło zakoczyła nas liczebność grupy - było siedem ciężarnych (i prowadząca też w ciąży).
Zajęcia prowadzimy tak, że możesz do nas dołączyć w każdej chwili.
Jeśli mieszkasz pod Poznaniem, to warto się skusić chociaż na jedne zajęcia (istnieje opcja pojedynczej wejściówki) i ćwiczyć w domu.
Często zdarza nam się słyszeć, np. od naszych ćwiczeniowych klientek, że "Nie przyjdę, bo taniec brzucha to nie dla mnie". Wtedy powstrzymujemy się, żeby nie wyjść na "akwizytorki", ale mamy ochotę zapytać: "A skąd wiesz, skoro nie byłaś i nie chcesz przyjść?". Najlepiej podejść do sprawy naukowo - sprawdzić na żywo i najwyżej potem stwierdzić "To nie dla mnie".
Naprawdę warto, bo to nie tylko świetna zabawa, o czym świadczyły uśmiechy na twarzach naszej grupy, ale genialna gimnastyka ciążowa. Być może wyobrażasz sobie coś, co Cię zniechęca, a co nie ma pokrycia w rzeczywistości, np.:
1) Taniec brzucha to "pornografia". Nieprawda: to taniec płodności, taniec kobiet dla kobiet.
2) Pomylę kroki, nie mam koordynacji, nie zapamiętam układu. Nie pomylisz żadnych kroków. Nasze zajęcia to taki "prenatalny orientalny aerobik" - powtarzamy wielokrotnie konkretne figury z komentarzami ciążowo-porodowymi. Nie ma choreografii, nie wirujemy po parkiecie (bo to zajęcia dla początkujących i prozdrowotne, a nie wysoce artystyczne).
3) Przez godzinę ćwiczyć brzuch to nudne i niebezpieczne. Taniec brzucha to nazwa myląca - pracują wszystkie części ciała. Poza tym, jeśli myślisz "Jestem w ciąży, muszę oszczędzać tułów", to się strasznie się mylisz. Właśnie dlatego, że jesteś w ciąży musisz wzmacniać, uelastyczniać i uruchamiać okolice brzucha. To tak jakby pianista powiedział: "Za pół roku mam koncert. Koniec z graniem. Oszczędzam ręce." Cóż, nie wróżyłabym mu sukcesów...
Co zyskasz na zajeciach?
Zaprzyjaźnisz się ze swoją miednicą. Nie będzie dłużej "betonowym ciałem obcym", pomoże Ci to już w ciąży i oczywiście w czasie porodu.
Będziesz czuła się lekka i rozluźniona.
Ustąpią drobne dolegliwości ciążowe.
Uelastycznisz i wzmocnisz kręgosłup.
Wzmocnisz mieście Kegla bez nudnego i często niezrozumiałego "wstrzymywania wirtualnego strumienia moczu".
No i będziesz świetnie się bawić.
Nie zastanawiaj się dłużej! Zapraszamy!
W piątek (15 listopada) wznowiłyśmy po przerwie taniec brzucha dla przyszłych mam.
To zdjęcie z tych zajęć. Miło zakoczyła nas liczebność grupy - było siedem ciężarnych (i prowadząca też w ciąży).
Zajęcia prowadzimy tak, że możesz do nas dołączyć w każdej chwili.
Jeśli mieszkasz pod Poznaniem, to warto się skusić chociaż na jedne zajęcia (istnieje opcja pojedynczej wejściówki) i ćwiczyć w domu.
Często zdarza nam się słyszeć, np. od naszych ćwiczeniowych klientek, że "Nie przyjdę, bo taniec brzucha to nie dla mnie". Wtedy powstrzymujemy się, żeby nie wyjść na "akwizytorki", ale mamy ochotę zapytać: "A skąd wiesz, skoro nie byłaś i nie chcesz przyjść?". Najlepiej podejść do sprawy naukowo - sprawdzić na żywo i najwyżej potem stwierdzić "To nie dla mnie".
Naprawdę warto, bo to nie tylko świetna zabawa, o czym świadczyły uśmiechy na twarzach naszej grupy, ale genialna gimnastyka ciążowa. Być może wyobrażasz sobie coś, co Cię zniechęca, a co nie ma pokrycia w rzeczywistości, np.:
1) Taniec brzucha to "pornografia". Nieprawda: to taniec płodności, taniec kobiet dla kobiet.
2) Pomylę kroki, nie mam koordynacji, nie zapamiętam układu. Nie pomylisz żadnych kroków. Nasze zajęcia to taki "prenatalny orientalny aerobik" - powtarzamy wielokrotnie konkretne figury z komentarzami ciążowo-porodowymi. Nie ma choreografii, nie wirujemy po parkiecie (bo to zajęcia dla początkujących i prozdrowotne, a nie wysoce artystyczne).
3) Przez godzinę ćwiczyć brzuch to nudne i niebezpieczne. Taniec brzucha to nazwa myląca - pracują wszystkie części ciała. Poza tym, jeśli myślisz "Jestem w ciąży, muszę oszczędzać tułów", to się strasznie się mylisz. Właśnie dlatego, że jesteś w ciąży musisz wzmacniać, uelastyczniać i uruchamiać okolice brzucha. To tak jakby pianista powiedział: "Za pół roku mam koncert. Koniec z graniem. Oszczędzam ręce." Cóż, nie wróżyłabym mu sukcesów...
Co zyskasz na zajeciach?
Zaprzyjaźnisz się ze swoją miednicą. Nie będzie dłużej "betonowym ciałem obcym", pomoże Ci to już w ciąży i oczywiście w czasie porodu.
Będziesz czuła się lekka i rozluźniona.
Ustąpią drobne dolegliwości ciążowe.
Uelastycznisz i wzmocnisz kręgosłup.
Wzmocnisz mieście Kegla bez nudnego i często niezrozumiałego "wstrzymywania wirtualnego strumienia moczu".
No i będziesz świetnie się bawić.
Nie zastanawiaj się dłużej! Zapraszamy!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

