Stowarzyszenie na Rzecz Wspierania Kobiet "Dbamy o Mamy"

sobota, 8 marca 2014

(84) Tym razem o porodzie Ani


Prezentujemy kolejną opinię naszej klientki. Ania twierdzi, że trafiła do nas po przeczytaniu poprzednich relacji porodowych. Może Ty ruszysz się i przestaniesz się "oszczędzać" po przeczytaniu relacji Ani?

"Cześć Dbamy o mamy :)
Kilka słów o moim porodzie...
 
Planowałam dotrzeć na zajęcia jeszcze we wtorek 18. lutego i w następne dni - do terminu planowanego porodu (22. lutego).  
Czwartkowe zajęcia 13. lutego prowadziła Danusia, która rzuciła fachowym okiem na mój brzuch i powiedziała, że główka już jest ładnie wstawiona w kanał rodny więc w przyszłym tygodniu pewnie urodzę.
 
Pomyliła się tylko trochę :) Bo poród zaczął się w walentynkowy wieczór. 
Noc spędziliśmy na porodówce w Raszei, gdzie walczyłam o kolejne centymetry rozwarcia poprzez bociani krok i przysiady przy drabince. Niestety pomimo skurczów nie odchodziły wody płodowe ani rozwarcie nie postępowało. 
 
Ostatecznie szczęśliwe zakończenie miało miejsce o 15:35 15. lutego. Pomimo mocnego wyczerpania (właściwie byłam pewna, że nie znajdę na to sił) w pięciu parciach Helenka była już na świecie. Mogliśmy pobyć jeszcze razem przez ponad godzinę na sali porodowej. Siły wróciły natychmiast, chyba dostałam jakichś ponadludzkich mocy ze szczęścia. Po tym czasie przyszły położne aby nas przenieść, ja zaś... wstałam z łóżka, założyłam spodnie i chciałam iść na salę :) Położne były nieco przerażone moim postępowaniem :) Na sali, kilka godzin po porodzie i nieprzespanych 48 h, usłyszałam od położnej "Ale pani kwitnąco wygląda". Kolejnej nocy nie przespałam - z nadmiaru emocji i dlatego, że wolałam gapić się na moje cudo. Jak się czułam po porodzie? Jakbym mogła przebiec maraton. 
 
Dziś mija 11 dni od porodu a ja wciąż mam energię na nocne wstawanie i dzienne ogarnianie rzeczywistości :)
 
Rozpoczęcie ćwiczeń w Dbamy o mamy to była jedna z najlepszych decyzji podczas ciąży. Endorfiny i pozytywne nastawienie, wiedza, co może mnie czekać, fachowość i kreatywność prowadzących - dziękuję! Pozdrawiam i do zobaczenia przy następnej ciąży a wszystkim dziewczynom życzę pięknych porodów! :)"
 
Ania Matuszczak

piątek, 28 lutego 2014

(83) Po prostu położna - bezpłatne spotkanie


8 marca zapraszamy nasze klientki oraz wszystkie inne przyszłe mamy z Poznania i okolic na bezpłatne spotkanie organizowane w ramach akcji Po prostu Położna.

Początek warsztatów o godz. 11:00 w Hotel Twardowski (ul. Głogowska 358a). Wstęp wolny. Aby wziąć udział w warsztatach, należy wypełnić formularz dostępny na stronie www.poprostupolozna.pl. Na zarejestrowanych uczestników czekają liczne quizy z nagrodami oraz prezenty. O szczegółach spotkania uczestnicy zostaną poinformowani mailowo.

Organizatorem kampanii jest portal www.siostraania.pl, Fundacja Siostra Ania oraz NZOZ „Zdrowa Rodzina”.

poniedziałek, 17 lutego 2014

(82) Poród Gosi (po poznańsku)

Gosia (ten szeroki uśmiech!) z Oskarkiem
Oto porodowa relacja Gosi, która nie tylko u nas ćwiczyła, ale jest też maniaczką wszelkiego ruchu i sportu. Jeśli wierzycie w przesądy, że aktywność fizyczna powoduje przedwczesne porody, to wiedzcie, że ekstremalnie aktywna, energetyczna Gosia urodziła 4 dni przed terminem.

A relację porodową pisała tydzień po porodzie. Zawsze, kiedy takie relacje otrzymujemy, to jesteśmy mile zaskoczone, tym jak szybko nasze klientki "się ogarniają". Nie każdy miałby wtedy siłę i ochotę zajmować się czymkolwiek niezwiązanym bezpośrednio z opieką nad dzieckiem (i sobą).


"Witam ciepło i bardzo optymistycznie przyszłe ĆWICZĄCE MAMY!

Zostałam mamą Oskara 9 lutego. Poród przebiegał dość sprawnie i bezproblemowo, więc cóż rzec... Ćwiczcie ćwiczcie, ćwiczcie!!! Bo moim zdaniem warto ;)

Co prawda ja nie miałam żadnych komplikacji i problemów przez całą ciążę, więc nie ograniczała mnie ona w niczym. Byłam optymistycznie nastawiona do porodu, szczególnie zawsze po zajęciach w "Dbamy o Mamy" i wszystkim to gorąco polecam. Jak dostałam syna na brzuszek z niedowierzaniem i w lekkim szoku w kółko mówiłam: "ja tej! ja tej! ja tej! to jest już koniec? to już koniec tej ciąży? to już? nie ma już brzucha? ja tej!!!"

"Ja tej" - wynika z pewnie z mojego lokalnego patriotyzmu... rodowita Poznianiara i bardzo często, nieświadomie stosująca słowo TEJ ;)

Więc jak widzicie - poród jest to do przeżycia i zazwyczaj kończy się lekkim szokiem. Ale na pewno sprawność fizyczna dzięki ćwiczeniom po porodzie zdecydowanie szybciej wraca, a o samopoczuciu psychicznym już nie wspomnę.  

Czuję się świetnie i mam wrażenie, że mogłabym robić już wszystko... ale wiadomo rozsądnie się ograniczam. Bo minął dopiero tydzień. Mężowi ciężko zapanować nade mną w domu - wszystko mam na bieżąco posprzątane, poprane, powycierane i pookurzane, a wierzcie mi, że z JUNIOREM w domu jest jeszcze tego więcej niż się spodziewacie. 

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim powodzenia!
Gosia i Oskar"

środa, 5 lutego 2014

(81) Ręce do góry!

Ostatnio powraca temat tego, czy w ciąży można unosić ręce do góry. Kilka osób na ćwiczeniach lub w mailach o to pytało. Dziewczyny miały obawy, że unoszenie rąk może:
- wywołać poród,
- spowodować oderwanie łożyska,
- spowodować oplątanie dziecka w pępowinę.

Zawsze trudno mi odpowiadać na takie pytania, bo przepraszam, ale są one absurdalne. Nie chodzi mi o to, żeby nikt o nic nie pytał, bo się ośmieszy, niczym w polskiej szkole. Pytajcie dziewczyny! Chodzi o to, że nie mogę przytoczyć np. wyników badań naukowych, bo nikt chyba tego nie badał, tak jak nikt prawdopodobnie nie badał wpływu zielonych rajstop na długość ciąży.

Żadna z tych rzeczy nie może zajść pod wpływem unoszenia rąk w górę, bo nie. Łożysko nie jest przyspawane do ramienia. Tak samo nie spowodujesz oderwania serca albo nerki w wyniku uniesienia ręki. W przeciwnym razie wszyscy nosilibyśmy wszystkie narządy wewnętrzne między nogami. Twoje ruszanie kończynami nie ma też wpływu na to co dzieję się wewnątrz macicy. Tu przydałby sie jakiś fizyk, żeby wytłumaczyć, że "ciało" zanurzone w płynie (owodniowym) "żyje własnym życiem".

Bez obaw możecie więc wykonywać "aerobikowe" czy "rozciąganiowe" unoszenia rąk albo unosić ręce wraz z oddechem dla relaksu. 

Nie zachęcam jednak do czynności takich jak malowanie sufitu czy długie układanie rzeczy na najwyższej półce. Pozycja z rękami długo uniesionymi w górę nie jest zbyt fizjologiczna. Powoduje zwiększenie wygięcia kręgosłupa w odcinku lędźwiowym, a on i tak jest bardziej wygięty przez samą ciążę. Poza tym taka pozycja sprzyja np. zawrotom głowy, na które wiele z nas jest w ciąży podatnych. 

Czyli nie maluj sufitu, bo może Ci się zrobić słabo i będą Cię boleć plecy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś w np. w czasie rozgrzewki wyciągała na zmianą ręce w górę.

Nadal myślisz, że Ci się coś oderwie? A oderwało się jak wieszałaś płaszcz na wieszak, odstawiałaś kubek na suszarkę lub suszyłaś włosy? 

 

poniedziałek, 27 stycznia 2014

(80) Taniec brzucha i Świadoma Mama

Zapraszamy do przeczytania naszego artykułu o tańcu brzucha w ciąży na portalu www.swiadomamama.pl

Nasz tekst o tańcu brzucha
 
Jeśli spodziewasz się dziecka, a mieszkasz w Poznaniu lub okolicach przeczytaj go koniecznie, a potem przyjdź na nasze zajęcia! Jeśli mieszkasz gdziekolwiek indziej, to żadna wymówka. Jeśli tylko masz dostęp do Internetu lub stać Cię na zakup jednej płyty DVD możesz taką aktywność uprawiać.

Przy okazji zapraszamy na bezpłatne spotkania Świadomej Mamy dla kobiet w ciąży. Najbliższe takie spotkanie w Poznaniu odbędzie się 20 marca. Poprowadzi je Paulina Holtz:

Marcowe spotkanie Świadomych Mam

poniedziałek, 20 stycznia 2014

(79) A jednak (niektóre) celebrytki ruszają się w ciąży!

Zachęcona tytułem z okładki "Jak wspominam swoją ciążę?" kupiłam styczniowy numer "Claudii". Szczerze mówiąc "zachęcona" to złe słowo. Już zgrzytałam zębami, czekając na kolejne rewelacje typu: "Przed ciążą byłam regularną klientką fitness klubu, w ciąży oczywiście zrezygnowałam", "Wszystko mnie bolało, dużo i szybko utyłam, ale na to przecież nie ma rady".

A tu miłe zaskoczenie. Umiarkowanie miłe, ale jednak. Na pięć egzaminowanych mam, trzy były aktywne w ciąży:
- Natalia Przybysz ćwiczyła i uczyła jogi,
- Monika Mozrozowska ćwiczyła jogę,
- Beata Sadowska biegała, a nawet wzięła udział w biegu na 10 kilometrów. Ona zetknęła się z tym o czym tu w kółko piszemy - z idiotycznymi stereotypami: "Razem biegaliśmy choć odsądzano mnie od czci i wiary". Ludzie! Jeśli już musicie kogokolwiek "odsądzać od czci i wiary", to odsądzajcie kobiety nieruchawe, takie co przemieszczają się tylko z kanapy do samochodu. To one niewyobrażalnie szkodzą sobie i swojemu dziecku!

Wypowiedź czwartej z mam - Sylwii Gruchały, mi jako promotorce aktywności w ciąży, bardzo się nie podoba. Trudno wnioskować cokolwiek na podstawie paska tekstu, ale odebrałam go tak, że Pani Sylwia po jednorazowym krwawieniu na samym początku ciąży całkiem zarzuciła treningi i jakikolwiek ruch, chociaż do końca ciąży nic złego się już nie wydarzyło. To tym bardziej przerażające, że ona była najprawdopodobniej pod opieką jakiegoś "świetnego" lekarza, lekarzy, a może całego teamu specjalistów od zdrowia. Jeśli oni tak jej poradzili...
 
Moje Drogie, sport, nawet wyczynowy nie jest przyczyną krwawień. Oczywiście nie znaczy to, że Pani Sylwia miała zignorować je i dokończyć zgrupowanie, ale po obserwacji, znalezieniu przyczyn lub nie znalezieniu, należało wrócić do aktywności fizycznej, w najgorszym razie rekreacyjnej. Ona tego nie zrobiła, ale po sklepach biegała... Wyobrażacie sobie jaki to musiał być szok dla organizmu - od wyczynu do bezruchu wzmocnionego prez zmiany ciążowe? No i na skutki nie trzeba było czekać - przyznała, że strasznie przytyła, a poród to "niewyobrażalny ból". Poza tym obawiam się, że po takiej wypowiedzi jakaś przykładowa Pani Ola z Krakowa, która wreszcie w siódmym miesiącu chciała się zapisać na godzinne ćwiczenia ciążowe, nie zrobi tego. Pomyśli: "Jak Sylwia Gruchała zaczęła krwawić na zgrupowaniu, to ja się jednak pooszczędzam"...


wtorek, 7 stycznia 2014

(78) Jeszcze raz o zaświadczeniach lekarskich.

Ponieważ ostatnio kilka potencjalnych klientek pytało o to, czy wymagamy zaświadczeń lekarskich przed podjęciem ćwiczeń, powtarzamy dla Was wpis nr 53.

(53) Zaświadczenie od lekarza na zajęcia ciążowe.

Nasze przyszłe klientki często pytają, czy wymagamy zaświadczeń od ginekologa przed podjęciem ćwiczeń. Nie wymagamy. Wiemy, że niektórzy tak robią, ale pomysł wydaje nam się dość absurdalny, rodem sprzed lat. 

Bo jak można zinterpretować żądanie zaświadczenia? Może tak: "Tobie nie wierzymy, będziemy rozmawiać tylko z ginekologiem, nie jesteś dla nas partnerką". To jedna sprawa, ale idźmy dalej.

Załóżmy, że masz takie zaświadczenie wystawione w piątek. We wtorek zamierzasz u nas ćwiczyć, ale źle się czujesz (np. początki przeziębienia albo ból głowy). Decyzję o ćwiczeniach podejmiesz na podstawie piątkowego papierka od doktora, czy aktualnej sytuacji i zdrowego rozsądku? Na pewno zdrowego rozsądku. Po cóż więc byłaby taka absurdalna niekonsekwencja - niby decyduje doktor, bo Twoje zdanie się nie liczy, ale tak naprawdę to Ty decydujesz, bo to Ty jesteś ze sobą 24 godziny na dobę.

Albo inaczej: gdybyśmy żądały zaświadczeń, to musiałybyśmy ich żądać chyba przed każdymi ćwiczeniami, bo niby z jaką częstotliwością? Wyobrażacie sobie, żeby ktoś chodził dwa razy w tygodniu do ginekologa, żeby poćwiczyć?

Poza tym pytanie o zgodę na ćwiczenia, jest równie sensowne jak pytania: "Czy aby na pewno mogę się zdrowo odżywiać?", "Czy aby na pewno mogę się wysypiać?", "Czy wolno mi się nie stresować?". Moje Drogie, ruch to zdrowie. Zawsze. Musisz mieć naprawdę poważny powód, żeby w ogóle pytać o zgodę na ruch i jeszcze poważniejszy, żeby nie ćwiczyć. Bezruch to jest mniejsze zło, a nie profilaktyka.