(108) Stereotypy wiecznie żywe
Moje Drogie,
trochę nam zeszło od ostatniego postu... Nie mamy nic na swoje usprawiedliwienie. No może to, że matki małych dzieci nie mają kiedy pójść do toalety, a cóż mówić o blogowaniu :-)
Chciałam trochę znowu pomarudzić. Tzn. nie chciałabym, ale muszę, bo serce mi się kraje jak widzę co sobie kobiety robią.
Wiedziałyśmy, że sytuacja "na polu" aktywności fizycznej jest dramatyczna, ale nie że aż tak. Dotychczas miałyśmy to szczęście, że przychodziły do nas dziewczyny, które same czuły potrzebę ćwiczenia, czyli te najbardziej świadome.
Od ponad miesiąca prowadzimy ćwiczenia w szkole rodzenia, czyli trafiają do nas osoby, którym nigdy do głowy by nie przyszło, żeby się w ciąży trochę poruszać. Dzięki temu dowiedziałyśmy się takich rewelacji:
- jeśli długo czekało się na dziecko, to trzeba unikać wszelkich zagrożeń, a aktywność fizyczna zagrożeniem jest,
- siedzieć na piłce wolno po 38 tygodniu ciąży, gdyż czynność ta rozwiera szyjkę,
- cukrzyca ciążowa jest przeciwwskazaniem do aktywności fizycznej,
- nadciśnienie jest przeciwwskazaniem do aktywności fizycznej,
- istnieje przedziwna jednostka chorobowa, która wyklucza wzięcie udziału w półgodzinnych lekkich ćwiczeniach, natomiast nie wyklucza normalnego funkcjonowania, tj. np. dotarcia na nogach do szkoły rodzenia.
Poza tym spotkałyśmy dziewczyny, które stały i patrzyły na ćwiczenia, bo bały się brać w nich udział. Prawie nikt też nie ubiera się sportowo, mimo że to sugerujemy, bo wyobrażenie jest takie, że ćwiczenia ciążowe można wykonać na szpilkach, w rajstopach i sukienkach.
Od ćwiczenia się nie rodzi, to bezczynność szkodzi!
Stowarzyszenie na Rzecz Wspierania Kobiet "Dbamy o Mamy"
wtorek, 28 kwietnia 2015
piątek, 13 marca 2015
(107) Wyjaśnienie do poprzedniego wpisu :-)
Po bardzo emocjonalnym, ale kompletnie nie na temat, wystąpieniu na FB Pani Sylwii chciałam na wszelki wypadek dodać kilka wyjaśnień (choć to trochę tak jakby tłumaczyć dowcip).
Nie jesteśmy przeciw badaniom usg, ani żadnym innym. Kasia wyraźnie o tym pisze w swoim poście.
USG w moim poście można zastąpić inną procedurą - np. cotygodniowym badaniem krwi.
Mój post jest o tym, że ogromnie dużo zależy od nas, naszych wyborów, zachowań, itd. oraz o tym, że przykładowe usg wykonywane bez wskazań w nadmiarze jest kompletnie bezsensowne i nie poprawia stanu zdrowia. Jeśli na wszelki wypadek jeszcze raz sprawdzę poziom hemoglobiny, a po wyjściu z laboratorium zapalę papierosa to raczej nie należy mi klaskać.
Powyższy przykład jest przerysowany, a postacie Pani Kowalskiej i Nowak spolaryzowane z powodów "literackich", wymaga tego konstrukcja tekstu, raczej wiadomo, że to skrót myślowy.
Niemniej dziękujemy za opinię. Jeden z moich wykładowców mawiał, że nie ważne jak o nas mówią, byle mówili, więc fajnie, że to co piszemy budzi jakieś emocje. Choć wolałybyśmy inne :-) ("Racja. Zaraz wychodzę na intensywny spacer, a po drodze kupię warzywa na kolację" :-)
Po bardzo emocjonalnym, ale kompletnie nie na temat, wystąpieniu na FB Pani Sylwii chciałam na wszelki wypadek dodać kilka wyjaśnień (choć to trochę tak jakby tłumaczyć dowcip).
Nie jesteśmy przeciw badaniom usg, ani żadnym innym. Kasia wyraźnie o tym pisze w swoim poście.
USG w moim poście można zastąpić inną procedurą - np. cotygodniowym badaniem krwi.
Mój post jest o tym, że ogromnie dużo zależy od nas, naszych wyborów, zachowań, itd. oraz o tym, że przykładowe usg wykonywane bez wskazań w nadmiarze jest kompletnie bezsensowne i nie poprawia stanu zdrowia. Jeśli na wszelki wypadek jeszcze raz sprawdzę poziom hemoglobiny, a po wyjściu z laboratorium zapalę papierosa to raczej nie należy mi klaskać.
Powyższy przykład jest przerysowany, a postacie Pani Kowalskiej i Nowak spolaryzowane z powodów "literackich", wymaga tego konstrukcja tekstu, raczej wiadomo, że to skrót myślowy.
Niemniej dziękujemy za opinię. Jeden z moich wykładowców mawiał, że nie ważne jak o nas mówią, byle mówili, więc fajnie, że to co piszemy budzi jakieś emocje. Choć wolałybyśmy inne :-) ("Racja. Zaraz wychodzę na intensywny spacer, a po drodze kupię warzywa na kolację" :-)
wtorek, 24 lutego 2015
(106) Jeszcze o badaniach USG
Chciałam dorzucić swoje trzy grosze do postu Kasi. Są to trzy grosze z działki promocji zdrowia. My najczęściej, w ciąży czy bez, nie bierzemy odpowiedzialności za swoje zdrowie. Wolimy oddać się w ręce ekspertów. To tak jakby jeździć samochodem bez zapinania pasów i łamać wszelkie przepisy, bo przecież mamy świetnych ratowników i chirurgów.
Wyobraźmy sobie dwie panie. Panią Kowalską i panią Nowak. Pani Kowalska z jakiegoś powodu nie ma dostępu do badań USG (po komentarzu Pani Sylwii zamieniam na: "Pani Kowalska była na usg tylko zalecane 3 razy" - to nie jest istotne dla całości tekstu), ale przez całą ciążę nie wzięła do ust ani kropli alkoholu, nigdy nie paliła, stara się odżywiać zdrowo, ćwiczy i zażywa dużo innych form ruchu. Stara się też uzyskać jak najwięcej wiedzy o ciąży i porodzie. Unika stresu i szuka wsparcia i miłego towarzystwa, lubi artykuły psychologiczne.
Pani Nowak robi co tydzień badanie USG, ale nie odmawia lampki wina od czasu do czasu lub piwa (przecież to nie alkohol, a poza tym coś jej się od życia należy), pali (lekarz jej powiedział, że rzucenie palenia mogłoby spowodować szok dla jej organizmu, niekorzystny dla dziecka), nie rusza się, bo jej się nie chce, poza tym wiadomo - od tego można poronić lub przedwcześnie urodzić, a pani Nowak jest przecież odpowiedzialną matką. Dlatego też je za dwoje i spełnia wszystkie swoje zachcianki (tort o 2.00 w nocy). Do szkoły rodzenia nie chodzi, bo nie będzie nawiedzonych bab słuchać, nie są lekarzami, to nic o ciąży nie wiedzą. Nie czyta również, bo czytanie zawsze ją męczyło. Ostatnio jest trochę płaczliwa, ale maskuje to agresją i lekami. Nie nic jej nie jest, cieniasy zajmują się tylko czymś takim jak emocje. Panicznie boi się porodu, ale przecież się nie przyzna. Kombinuje jakby to zrobić, żeby na pewno mieć cesarskie cięcie.
Jak myślicie, która z pań będzie zdrowsza? Które dziecko ma lepszy start? I jakie znaczenie w tym wszystkim ma fakt robienia lub nie robienia usg?
Chciałam dorzucić swoje trzy grosze do postu Kasi. Są to trzy grosze z działki promocji zdrowia. My najczęściej, w ciąży czy bez, nie bierzemy odpowiedzialności za swoje zdrowie. Wolimy oddać się w ręce ekspertów. To tak jakby jeździć samochodem bez zapinania pasów i łamać wszelkie przepisy, bo przecież mamy świetnych ratowników i chirurgów.
Wyobraźmy sobie dwie panie. Panią Kowalską i panią Nowak. Pani Kowalska z jakiegoś powodu nie ma dostępu do badań USG (po komentarzu Pani Sylwii zamieniam na: "Pani Kowalska była na usg tylko zalecane 3 razy" - to nie jest istotne dla całości tekstu), ale przez całą ciążę nie wzięła do ust ani kropli alkoholu, nigdy nie paliła, stara się odżywiać zdrowo, ćwiczy i zażywa dużo innych form ruchu. Stara się też uzyskać jak najwięcej wiedzy o ciąży i porodzie. Unika stresu i szuka wsparcia i miłego towarzystwa, lubi artykuły psychologiczne.
Pani Nowak robi co tydzień badanie USG, ale nie odmawia lampki wina od czasu do czasu lub piwa (przecież to nie alkohol, a poza tym coś jej się od życia należy), pali (lekarz jej powiedział, że rzucenie palenia mogłoby spowodować szok dla jej organizmu, niekorzystny dla dziecka), nie rusza się, bo jej się nie chce, poza tym wiadomo - od tego można poronić lub przedwcześnie urodzić, a pani Nowak jest przecież odpowiedzialną matką. Dlatego też je za dwoje i spełnia wszystkie swoje zachcianki (tort o 2.00 w nocy). Do szkoły rodzenia nie chodzi, bo nie będzie nawiedzonych bab słuchać, nie są lekarzami, to nic o ciąży nie wiedzą. Nie czyta również, bo czytanie zawsze ją męczyło. Ostatnio jest trochę płaczliwa, ale maskuje to agresją i lekami. Nie nic jej nie jest, cieniasy zajmują się tylko czymś takim jak emocje. Panicznie boi się porodu, ale przecież się nie przyzna. Kombinuje jakby to zrobić, żeby na pewno mieć cesarskie cięcie.
Jak myślicie, która z pań będzie zdrowsza? Które dziecko ma lepszy start? I jakie znaczenie w tym wszystkim ma fakt robienia lub nie robienia usg?
środa, 18 lutego 2015
(105) USG - konieczne, czy nie?
Może i tytuł jest dość kontrowersyjny w czasach, gdy diagnostyka obrazowa stanowi dla medyków chleb powszedni. Jednak uderzył mnie komentarz Matki na jednej z Facebookowych stron o tematyce rodzicielskiej. Mowa była o tym, czy możliwe jest w Polsce prowadzenie ciąży w ramach NFZ od "A do Z". Zdania były różne, zaczynając od tych, gdzie wszystkie wizyty i badania finansowane są z ubezpieczenia zdrowotnego (powody były dwa: 1. Rodziców nie stać na prywatną opiekę, 2. Rodzice uważają, że jeśli mają obowiązek odprowadzania składek do ZUS, mogą z nich skorzystać), poprzez system "mieszany" (wizyty u ginekologa w większości są prywatne, a badania laboratoryjne wykonywane są na Fundusz po uprzednim otrzymaniu skierowania od lekarza rodzinnego), kończąc na Mamach, które wydają fortunę na wizyty i badania przez blisko 40 tygodni, bo "tylko prywatnie przyjmujący lekarz otoczy mnie i moje dziecko opieką, której potrzebujemy".
I właśnie o tym ostatnim przypadku chciałabym krótko napisać. Wśród wielu komentarzy znalazłam jeden o tym, że kobieta była zachwycona swoim prywatnym ginekologiem, ponieważ na każdej, cotrzytygodniowej wizycie, wykonywał jej USG. W tym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy to faktycznie prawda, a może nieco nagięta rzeczywistość. Dodam, że jej ciąża przebiegała fizjologicznie.
Polskie Towarzystwo Ginekologiczne w rekomendacjach z 2005 roku i Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 20.09.2012 roku zalecają wykonanie badań ultrasonograficznych w prawidłowo przebiegającej ciąży 3 razy - między 11. a 14. tygodniem ciąży (najczęściej przezpochwowo), następnie przez powłoki brzuszne w 18.-22. oraz 28.-32. tygodniem ciąży. Dodatkowo po 40. tygodniu ciąży. Oczywiście liczba ta może się zwiększyć, jeśli osoba prowadząca ciążę ma wątpliwości co do jej fizjologii (ale o patologii tu nie mówię, to zupełnie inna bajka).
Rozumiem, że zobaczenie nienarodzonego dziecka przez rodziców na monitorze jest wielkim wydarzeniem. Jednak czy warto narażać dziecko na fale ultradźwiękowe, które są na tyle świeżym instrumentem badań, aby wykluczyć jego dalekosiężne skutki? Chcemy wykonać USG 3D lub 4D - jeśli komuś zależy, to niech ono będzie wykonane zamiast tradycyjnego 2D w odpowiednim terminie. W USA wykonywanie USG dla posiadania zdjęcia płodu, a nie w celach medycznych zostało uznane za naruszenie prawa.
Na koniec, aby wyjaśnić wątpliwości. Jestem wdzięczna naukowcom, którzy wprowadzili badanie ultrasonograficzne. Jestem jak najbardziej za wykonywaniem badań USG podczas ciąży. Jednak nie zbadano dokładnie wpływu fal dźwiękowych na tkanki. Traktujmy więc USG jako narzędzie do diagnostyki jak każde inne - podkładamy rękę pod igłę, aby codziennie wykonać badanie krwi? Raczej nie. Robimy to tylko wtedy, gdy jest to konieczne. A w fizjologicznej ciąży USG konieczne jest 3-4 razy. I do tego będę namawiać. Co za dużo, to niezdrowo!
PS. Zachęcam do szczegółowej lektury na stronie Fundacji Rodzić po Ludzku http://www.rodzicpoludzku.pl/Ciaza/Badania-USG-w-czasie-ciazy.html
Jeśli lekarz uważa, że coś jest podejrzanego w przebiegu ciąży, nie brońcie się przed piątym, szóstym, czy siódmym badaniem. Cały artykuł odnosił się do stanu fizjologicznego.
Zdaję sobie sprawę, że tekst może być kontrowersyjny, dlatego czekamy na Wasze opinie w komentarzach.
środa, 21 stycznia 2015
(104) Niespodziewane skutki ćwiczeń ciążowych
W 2008 roku byłam z jedną z naszych wytrwałych klientek - Mają na konferencji w Warszawie organizowanej przez, raczkujący wówczas, portal Baby Shower. Maja prezentowała tam taniec brzucha w ciąży. Z tego powodu trafiłyśmy potem, już z inną klientką, bo Maja była na ostatnich nogach, do Dzień Dobry TVN. No w każdym razie, dzięki temu wyjazdowi (a może tak ogólnie), zaprzyjaźniłyśmy się z Mają i pisujemy do siebie (zresztą Maja potem tańczyła i ćwiczyła u nas z drugą córeczką). Ostatnio bardzo się ucieszyłam, bo napisała coś takiego:
W 2008 roku byłam z jedną z naszych wytrwałych klientek - Mają na konferencji w Warszawie organizowanej przez, raczkujący wówczas, portal Baby Shower. Maja prezentowała tam taniec brzucha w ciąży. Z tego powodu trafiłyśmy potem, już z inną klientką, bo Maja była na ostatnich nogach, do Dzień Dobry TVN. No w każdym razie, dzięki temu wyjazdowi (a może tak ogólnie), zaprzyjaźniłyśmy się z Mają i pisujemy do siebie (zresztą Maja potem tańczyła i ćwiczyła u nas z drugą córeczką). Ostatnio bardzo się ucieszyłam, bo napisała coś takiego:
"Ale muszę się pochwalić Tobie! Otóż... po porodzie Matyldy również wróciłam do aktywności fizycznej. Chodzę na lokalną wiejską siłownię, na początku ponad rok wkręciła mnie Zumba, teraz zaczęłam też treningi wzmacniające typu ABT, deepwork, czy chodzę też na step. Staram się co najmniej 3 razy w tygodniu i było to tak nawet jak pracowałam. Jakoś weszło mi w nawyk, a jak czasem z różnych przyczyn mam mniej tych wyjść na siłkę to jakoś nie bardzo się z tym czuję. Teraz jak jestem w domu staram się też co najmniej raz dziennie spacerować czy sama, czy z dziewczynami. Jakoś specjalnie nie schudłam od tych zabiegów, bo dieta niestety nie była nigdy moją mocną stroną, ale... jak czasem trzeba gdzieś podbiec to nie dostaję już zawału, a jak byliśmy w górach w wakacje to odczułam, że kondycja mi się faktycznie poprawiła. A wszystko przecież zaczęło się w ciąży z Jagodą!"
Uważajcie więc podejmując aktywność ciążową! Może ona mieć dalekosiężne skutki! :-)
poniedziałek, 12 stycznia 2015
(103) Krótka i krzepiąca relacja Sandry
19.12.2014 urodziłam zdrowego synka Olafka. Poród rozkręcał się dość długo ale dzięki Waszym ćwiczeniom jak tylko się rozkręcił to od rozpoczęcia regularnych skurczy małego urodziłam w 3 godziny :) Nacięcie miałam bardzo małe, a już kilka dni po porodzie właściwie nie odczuwałam dyskomfortu. Zachęcam wszystkie przyszłe mamy do aktywności fizycznej w ciąży bo naprawdę rodzi się szybciej i szybciej wraca się do sił po porodzie! Dziękuję Wam bardzo :)
19.12.2014 urodziłam zdrowego synka Olafka. Poród rozkręcał się dość długo ale dzięki Waszym ćwiczeniom jak tylko się rozkręcił to od rozpoczęcia regularnych skurczy małego urodziłam w 3 godziny :) Nacięcie miałam bardzo małe, a już kilka dni po porodzie właściwie nie odczuwałam dyskomfortu. Zachęcam wszystkie przyszłe mamy do aktywności fizycznej w ciąży bo naprawdę rodzi się szybciej i szybciej wraca się do sił po porodzie! Dziękuję Wam bardzo :)
poniedziałek, 29 grudnia 2014
(102) Tym razem o porodzie pisze Dorota
Przeczytajcie relację Doroty. Jest to lektura mocno krzepiąca. Od siebie chciałybyśmy dodać dwie rzeczy.
Po pierwsze jeśli wierzysz w to, że od aktywności ruchowej można przedwcześnie urodzić, to czas najwyższy przestać. Badania tego nie potwierdzają, ani nasze dziesięcioletnie doświadczenie też nie. Dorota jest kolejnym tego przykładem. Ćwiczyła naprawdę regularnie i ambitnie. Wprawdzie, kto nie chce uwierzyć to i tak nie uwierzy. Powie "wyjątek potwierdzający regułę", tylko że tych wyjatków było już kilkaset i ani jednej "reguły".
I druga sprawa. Jeśli Dorota uważała siebie za osobę niewysportowaną, to nie wiem, kto jest wysportowany... A jeśli naprawdę tak było to tylko kolejny dowód na to, że można ze znakomitym skutkiem zacząć ruszać się w ciąży (wbrew temu, co doktor ze znaczną nadwaga mówił w teleizji śniadaniowej, że pozwolę sobie na drobną złośliwość).
Oddajemy głos Dorocie:
"Kiedy po pierwszym trymestrze ciąży nie czułam się najlepiej,
postanowiłam zadbać o swoją kondycję. Wówczas trafiłam na stronę "Dbamy
o Mamy" i relacje dziewczyn, które uczęszczały na ćwiczenia. Pomyślałam
wtedy, że po pierwsze mam do czynienia z profesjonalistkami, a po
drugie, że do takiej formy, o jakiej pisały dziewczyny, to ja na pewno
nie dojdę, bo do osób wysportowanych to ja niestety nie należę. Efekt
jednak przerósł moje oczekiwania! Im więcej, a raczej regularniej
chodziłam na zajęcia, tym lepiej się czułam, a pod koniec ciąży
właściwie nie miałam żadnej z typowych dolegliwości ciążowych i czułam
się jakbym miała pozostać w tym stanie przez co najmniej kilka
następnych miesięcy. Ten nastrój chyba udzielił się mojej Córce, bo
przyszła na świat dopiero 2 tygodnie po terminie i zachęcie ze strony
personelu szpitala w postaci oksytocyny. Sama akcja porodowa przebiegła
ekspresowo, co na poród wywoływany jest podobno nietypowe. Myślę, że
było to zasługą ćwiczeń i dlatego wszystkie Panie oczekujące potomstwa
gorąco zachęcam do przekonania się samodzielnie o dobroczynnej mocy tych
zajęć!"
Przeczytajcie relację Doroty. Jest to lektura mocno krzepiąca. Od siebie chciałybyśmy dodać dwie rzeczy.
Po pierwsze jeśli wierzysz w to, że od aktywności ruchowej można przedwcześnie urodzić, to czas najwyższy przestać. Badania tego nie potwierdzają, ani nasze dziesięcioletnie doświadczenie też nie. Dorota jest kolejnym tego przykładem. Ćwiczyła naprawdę regularnie i ambitnie. Wprawdzie, kto nie chce uwierzyć to i tak nie uwierzy. Powie "wyjątek potwierdzający regułę", tylko że tych wyjatków było już kilkaset i ani jednej "reguły".
I druga sprawa. Jeśli Dorota uważała siebie za osobę niewysportowaną, to nie wiem, kto jest wysportowany... A jeśli naprawdę tak było to tylko kolejny dowód na to, że można ze znakomitym skutkiem zacząć ruszać się w ciąży (wbrew temu, co doktor ze znaczną nadwaga mówił w teleizji śniadaniowej, że pozwolę sobie na drobną złośliwość).
Oddajemy głos Dorocie:
"Kiedy po pierwszym trymestrze ciąży nie czułam się najlepiej,
postanowiłam zadbać o swoją kondycję. Wówczas trafiłam na stronę "Dbamy
o Mamy" i relacje dziewczyn, które uczęszczały na ćwiczenia. Pomyślałam
wtedy, że po pierwsze mam do czynienia z profesjonalistkami, a po
drugie, że do takiej formy, o jakiej pisały dziewczyny, to ja na pewno
nie dojdę, bo do osób wysportowanych to ja niestety nie należę. Efekt
jednak przerósł moje oczekiwania! Im więcej, a raczej regularniej
chodziłam na zajęcia, tym lepiej się czułam, a pod koniec ciąży
właściwie nie miałam żadnej z typowych dolegliwości ciążowych i czułam
się jakbym miała pozostać w tym stanie przez co najmniej kilka
następnych miesięcy. Ten nastrój chyba udzielił się mojej Córce, bo
przyszła na świat dopiero 2 tygodnie po terminie i zachęcie ze strony
personelu szpitala w postaci oksytocyny. Sama akcja porodowa przebiegła
ekspresowo, co na poród wywoływany jest podobno nietypowe. Myślę, że
było to zasługą ćwiczeń i dlatego wszystkie Panie oczekujące potomstwa
gorąco zachęcam do przekonania się samodzielnie o dobroczynnej mocy tych
zajęć!"
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)